Adoptowałam psa. Poznajcie Farsę!

Ostatni czas był dla mnie dość szalony. Przeprowadzka, adopcja dwóch kotów, a wczoraj… adopcja psa! Psa, którego historia jest dość smutna i niesamowita.

Był koniec sierpnia. Okropnie biłam się wtedy z myślami. Wiedziałam, że po przeprowadzce adoptujemy z Werką koty i że będę chciała w końcu mieć przy sobie psa. Najlepiej Atosa, który mieszka u rodziców. Docierało do mnie jednak stopniowo, że mój ukochany owczarek to pies, którego uszczęśliwianie na siłę miejskim życiem byłoby bardzo egoistyczne. Chore stawy i wchodzenie codziennie na piętro? Zamienienie małej wsi na wrocławskie Krzyki, gdy Atos nie przepada za nadmiernym hałasem i obcymi ludźmi? 400-kilometrowa podróż samochodem? Oddzielenie go od Pchełki – suczki, z którą jest kosmicznie zżyty? Rozsądek wygrał z emocjami i postanowiłam adoptować lub kupić innego psa, który będzie pasował do mojego obecnego stylu życia, a jesień życia Atosa zostawić w spokoju. Nie byłam jednak zadowolona, że nie będę mieć przy sobie t e g o psa, który jest najważniejszym czworonogiem w moim życiu.

Wierzę, że wszystko na świecie ma swój porządek i pewne sytuacje mają miejsce nie bez powodu. Bach. Gdzieś tam ktoś tam znalazł w foliowej reklamówce dziewięć szczeniąt. Miały najwyżej jeden dzień. Matka Natura potrafi być jednak bezlitosna. Osiem umarło. Dla mnie i dwóch pozostałych dziewczyn, które podjęły się odchowywania, pierwszy tydzień był emocjonalnym okropieństwem, bo choć zdajesz sobie sprawę, że opieka nad maluchami pozbawionymi matki jest bardzo trudna, to upierasz się, że mają przeżyć. Karmienie butelką, masowanie brzuszków, wstawanie w nocy, ogrzewanie szczeniąt na różne sposoby… I dupa. I tak postanawiają umrzeć.

Jedna suczka postanowiła jednak zrobić światu na przekór. Żarła jak smok i rosła w oczach. Mieszkając u koleżanki, miała do towarzystwa inne psy. Decyzja nie mogła być inna: postanowiłam ją adoptować.

Biorąc pod uwagę, jak wyglądał początek jej życia, nie mogła też dostać innego imienia niż Farsa. Od wczoraj jest u nas, ustalają sobie z kotami zasady wspólnej egzystencji, z każdym kolejnym spacerem hopsa coraz dzielniej po schodach i uczy się ogarniać świat na smyczy bez wsparcia mentalnego starszych, psich kolegów.

Z pewnością Farsa stanie się częstą bohaterką moich tekstów. Od dziesięciu lat nie opiekowałam się szczeniaczkiem i cała moja wiedza teoretyczna na temat wychowywania podrostków zostanie teraz poddana bezlitosnej weryfikacji.

A tak było osiem tygodni temu:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *