Gdyby pech był psem… Historia Brutusa

Obok tego psa nie da się przejść obojętnie. Brutus jest pięknym owczarkiem, na którego patrzy się z zachwytem, ale też z respektem. Mimo że ma już swoje lata, jest w dobrej kondycji. Jest ogólnie przyjazny i dobrze się z nim pracuje. A jednak – ma za sobą dwie nieudane adopcje. Nieudane z powodu człowieka.

“Nie spodobał się rodzinie”

Najpierw go znaleziono, więc trudno powiedzieć, co miał mu do zarzucenia jego pierwszy opiekun. Być może nic. Być może psisko po prostu zaczęło przeszkadzać samym swoim istnieniem. Potem znalazł dom, z którego szybko wrócił za kraty. Powód? Nie nadawał się na stróża. Bo przecież pies powinien biegać po ogrodzie i rzucać się wściekle na ogrodzenie, aby odstraszać złodziei… Bzdura, jakich mało. Jak na moje – Brutus robi robotę stróża samym swoim wyglądem. Ale idźmy dalej. Jego kolejny opiekun zwrócił go z równie lub jeszcze bardziej absurdalnego powodu: ten piękny zwierzak nie spodobał się matce czy tam małżonce swojego nowego człowieka, bo ta była raczej w teamie yorków niż owczarków. Nie ma co, super komunikacja i porozumienie w rodzinie! Tym sposobem psisko siedzi w schronisku już od dwóch lat. Nie z powodu agresji. Nie z powodu hałaśliwości. Nie z powodu choroby. Z powodu głupoty ludzi.

Schroniskowe problemy

Oczywiście fakt, że Brutus został zwrócony już dwa razy, nie wpływa na niego dobrze. Po pierwsze – psychika. Ogólnie owczar jest łagodny, także wobec dzieci, ale za kratami boksu odsłania swoje wielkie zęby i odstraszająco szczeka. No i kąsa. Nikomu krzywdy nie robi, ale czasem randomowo łapie zębami za ręce, co może wydawać się przerażające. Chyba nikt do tej pory nie umiał mu wyjaśnić, że nie jest to fajna reakcja. Ale da się to pewnie przepracować.

Przyznam, że byłam zaskoczona, gdy wzięłam go dziś na spacer i okazało się, że jest poczciwą, łagodną kluską, która reagowała na komendy. Najbardziej wyciszony był za bramą schroniska, gdzie nie było innych, obszczekujących go czworołapów. Fajnie ze mną wtedy pracował za skrojone kawałki Berlinek. A w momentach, w których mijaliśmy inne psy czy po prostu napinał za bardzo smycz, wystarczały proste korekty, po których się dyscyplinował. Oprócz tego, po półgodzinnym budowaniu relacji sam zaczął domagać się głaskania, co chyba było największym zaskoczeniem, kiedy patrzyłam na ten poważny pysk.

Ale zdenerwowanie spowodowane otoczeniem to nie jedyny kłopot Brutusa. Jest owczarkiem. 10-letnim owczarkiem. A to oznacza problemy ze stawami. Pisałam o tym ostatnio. Zimny beton nie jest dobrym miejscem dla starych, ON-kowych kości. Brutus jest, odpukać, w dobrej kondycji. Spacerowałam z nim godzinę, trochę pobiegaliśmy i to on zmęczył mnie. Ale nie czarujmy się – każdy miesiąc, zwłaszcza jesienno-zimowy, spędzony w boksie będzie mu tę kondycję odbierał. 

Dla kogo?

Moim zdaniem – dla kogoś, kto zna rasę. Brutus ma sporo zachowań typowych dla ON-ów. Nie jest psiakiem przebojowym i kochającym wszystkich od pierwszego wejrzenia. Ma na początku dystans, ale osoby, które miały okazję spacerować z nim więcej niż ja, przyznają, że im dalej w spacery, tym Brutus jest bardziej lojalny i otwarty. Krótko mówiąc: trzeba mu pokazać, że się na jego miłość zasługuje.

Fajnie, jakby miał dom z ogrodem, w którym mógłby sobie swobodnie tuptać i biegać, ale z poprzednich adopcji wiadomo, że w mieszkaniu jest psem czystym i niczego nie niszczy. Jeśli więc masz mieszkanie (najlepiej na parterze lub w bloku z windą) i zadbasz o regularne spacery, to dacie radę! Ważne, żeby Brutus żył w ciepłym domu, a nie w zimnym kojcu. Zasługuje na jeszcze jedną, ostatnią szansę, po której nigdy nie wróci do schroniska.

Kontakt w sprawie adopcji: Małgorzata, tel. 604 946 466

Jeśli nie możesz adoptować psa – podaj ogłoszenie Brutusa dalej!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *