Adopt, don’t buy or you’re a bad guy, czyli jak nie promować adopcji psów

Do tego wpisu zainspirował mnie Facebook i shitstormy w komentarzach. Opiekunowie psów z adopcji obwiniali za cierpienie zwierząt opiekunów psów rasowych. Innym razem natknęłam się na zdjęcie schroniaka z podpisem: “jestem brzydki, na pewno mnie nie udostępnisz”. Pomyślałam wtedy, że jakbym nie siedziała w temacie adopcji, to tacy ludzie skutecznie by mnie od niego odwiedli. 

“Masz psa z hodowli dla szpanu, nie masz serca”

Przede wszystkim drażnią mnie osoby, które uważają, że kupowanie psa w hodowli to szpan. Może i są tacy, którym rodowodowy zwierzak potrzebny jest do połechtania swojego ego. Zastanówmy się jednak: jeśli ktoś chciałby odpalić chwilową popisówkę, to wydałby na to kilka tysięcy i brałby na siebie kilkunastoletni obowiązek związany ze zwierzęciem? Wydaje mi się, że już prędzej by psa od kogoś pożyczył. Osoby mające psy z hodowli kochają je zazwyczaj tak samo, jak te, które mają zwierzaki ze schronisk lub z ulicy. A dlaczego wybierają rasowe szczenięta za kilka tysięcy? O plusach zakupu psa w hodowli pisałam niedawno. Płaci się za pewność co do pochodzenia psa, a tym samym – za uniknięcie wielu problemów zdrowotnych i behawioralnych. Czy są to powody do obwiniania kogoś? Jeśli już koniecznie ma się potrzebę szukania winnego, to należy spojrzeć w kierunku pseudohodowli. Zresztą, ja sama mam swojego psa z pseudo. Nie przeszkadza mi to w promowaniu adopcji i wspieraniu schroniska. Wiem też, że nie wesprę już nigdy niezarejestrowanej hodowli. Gdybym jednak trafiła na kogoś, kto obwiniałby mnie za cierpienie bezdomniaków, to uznałabym, że w tym środowisku nie brak oszołomów i że nie chce mieć z nim nic wspólnego. Chcesz przekonać kogoś do adopcji zamiast kupna w hodowli? Używaj rzeczowych argumentów zamiast nieuczciwie grać na czyichś emocjach.

SPAM SPAM SPAM

Gdybym miała porównać się do swoich znajomych, musiałabym przyznać, że udostępniam na swoim wallu sporo psów do adopcji. Jednak są osoby, które kilkanaście razy w ciągu tygodnia puszczają dokładnie ten sam post i to wydaje mi się kiepskim marketingiem adopcyjnym. Kiedy widzę na Facebooku jakiegoś psa po raz pierwszy – przeczytam, polubię, może udostępnię. Gdy ten sam pies wyświetla mi się po raz drugi – co najwyżej polubię. A kiedy widzę go po raz trzeci – nawet nie zobaczę, tylko od razu przescrolluję. Oczywiście, w teorii im więcej udostępnień, tym większe szanse na adopcje. Praktycznie jednak rzecz biorąc – jeśli masz niezmienną grupę odbiorców i zalewasz ją ciągle tym samym, to nie dość, że nie zyskasz nowych obserwatorów – prawdopodobnie stracisz dotychczasowych. Nazywając rzeczy po imieniu – SPAMujesz ich. Jeśli zależy ci na intensywnej promocji jednego psa, to udostępniaj nowe zdjęcia i informacje na jego temat. Poza tym forsuj je nie tylko na swojej tablicy, ale też w kilku grupach tematycznych.

Żądania litości

W zeszłym roku pracowałam jako fundraiserka. Zachęcałam ludzi do wspierania kampanii przeciw przemocy wobec kobiet. Oczywiście słyszałam różne dziwne, czasem okropne rzeczy. Jedną z częstszych było: “pani, tyle tych fundacji się narobiło, że jakby człowiek chciał każdemu pomagać, to łojezus”. To mi uzmysłowiło, że jesteśmy już tak przyzwyczajeni do napływających zewsząd próśb o pomoc, że coraz bardziej jesteśmy na nie obojętni. Mimo to spora część osób wciąż zamieszcza ogłoszenia adopcyjne sformułowane z retoryką litości. “Maksio umiera samotnie w schronisku”, “Jestem tylko brzydkim kundlem, na pewno mnie nie udostępnisz”, “Błagam o dom” – klasyki, które większość osób przescrolluje dalej. I naprawdę trudno się temu dziwić. Tak jak nie zauważamy i nie pamiętamy większości mijanych w mieście reklam, tak nie jesteśmy w stanie sfokusować się na każdym potrzebującym psie w Internecie.

Alternatywa? Bardzo prosta. Warto iść w pozytywy. Jeśli promujesz leczenie lub adopcję poważnie chorego czy zaniedbanego psa – pokazuj światu postępy, jakie robi w leczeniu. Pokazuj psie uśmiechy, rozmerdane ogony, filmiki pełne futrzastej radości. Wbrew pozorom w schronisku czy lecznicy też można wyłapać i pokazać innym wiarę i radość. Najlepszym dowodem na to jest moja schroniskowa ulubienica, Rudka, o której pisałam tutaj. Dziewczyna uwielbia spacery i zawsze, kiedy ją na nie zabieram, robię jej zdjęcia tego typu:

Bo Ruda poza boksem to przeuroczy kłębek radości. I jestem pewna, że jej nowy człowiek zakocha się w jej pogodzie ducha. Na Facebooku w pewnej zwierzakowej grupie zrobiła tym uśmiechniętym pyszczkiem furorę. Dlaczego zatem miałabym ją pokazywać smutną albo rozdrażnioną za kratkami? Ludzie wiedzą, że schroniska to niezbyt wesołe miejsca. Z tego też powodu wielu tam nie zagląda, twierdząc, że nie może patrzeć na cierpienie. Wobec tego pokazujmy im, że niczyje psiaki są piękne, urocze, chętne do robienia postępów i otwarte na człowieka.

I żeby nie było

…ja naprawdę szanuję każde działanie na rzecz poprawy losu zwierząt. Wiem, że osoby przejawiające wszystkie zachowania, które dziś skrytykowałam, mają dobre intencje (i chwała im za to). Nie napisałam niczego złośliwie. Zachęcam po prostu do refleksji na temat tego, co jest skuteczne, a co nie. Jeśli energię na pomoc psom możemy spożytkować lepiej niż do tej pory i przełożyć ją na faktyczne efekty, to jesteśmy zobowiązani, aby się nad tym zastanowić i coś w swoich działaniach poprawić. 😉

2 thoughts on “Adopt, don’t buy or you’re a bad guy, czyli jak nie promować adopcji psów

  1. Bardzo mnie irytuje fala krytyki, a momentami nawet hejtu, płynącego w kierunku osób, które zwierzę zakupiło. Przecież legalne hodowle prowadzone przez osoby kochające zwierzęta i znające się na nich połączone z eliminacją konieczności prowadzenia schronisk i niekontrolowanym rozrodem zwierząt to właśnie coś, do czego chyba wszyscy (również ci zwolennicy wyłącznie adopcji) chcemy dążyć? Skoro ktoś kupuje zwierzę z legalnego źródła to jest bardzo prawdopodobne, że jest osobą świadomą swojego wyboru i obowiązku, który przyjmuje, gotowa na ewentualne koszty leczenia czy odpowiedniego karmienia.
    Tak, ludzie kupując zwierzę patrzą na to jak wygląda i jak się zachowuje, to właśnie decyduje o wyborze rasy i nie ma w tym niczego złego. Tak, kupują kompana żeby się z niego cieszyć, żeby był uroczym, wywołującym uśmiech i radość elementem ich życia. I nie oznacza to, że gardzą zwierzętami ze schronisk, podejmując jednak tak ważną życiową decyzję mają prawo wybrać zwierzę, które odpowiada ich potrzebom.
    Szczególnie boli mnie krytyka tych osób, bo sam w rodzinie mam dwa rasowe koty z legalnej hodowli i jednego psa kupionego z pseudohodowli ~10 lat temu gdy świadomość tego tematu nie była jeszcze tak duża.
    Niemniej jednak nigdy nie było w rodzinie sytuacji, w której ktoś by odtrącił jakieś zwierzę czy żeby okoliczne bezdomne zwierzęta nie znalazły u nas chociaż tymczasowego schronienia. Nie jeden raz odwiedzając rodziców widziałem w bagażniku ich samochodu worki jedzenia czy innych rzeczy czekające na podwiezienie do schroniska, ‘bo jak i tak zamawiają w internecie dla swoich to zawsze mogą wziąć trochę więcej’. A potem zaglądam na facebooka i czytam jacy to oni są karygodni, bo zwierzę kupili. Parę razy skierowane nawet do nich osobiście, głównie pisane przez wielkie obrończynie zwierząt z tablicami zaspamowanymi ogłoszeniami.
    ehhh zezłościłem się, ale zbyt często leci niezasłużona krytyka wobec osób, które na nią nie zasługują, gdy faktycznym problemem są masowe pseudohodowle czy sytuacja zwierząt domowych np. na wsiach.

    1. Dokładnie tak jak piszesz – człowiek może być dla bezdomniaków dużym wsparciem, nie rezygnując z psa z hodowli. To kwestia chęci i podejścia. Masz świetnych rodziców i tego się trzymaj. Hejty, o których piszesz, to absurd. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *