5 powodów, aby pokochać jesienny spacer z psem

jesienny spacer z psem

Choć 2020 rok to ponury żart, a ja sama nie mam teraz najbardziej kwiecistego czasu w swoim życiu, to bardzo się cieszę, że nadeszła już jesień. Jestem “jesieniarą”, a spacery z Farsą są przyjemniejsze niż kiedykolwiek. Oto 5 powodów, aby pokochać jesienny spacer z psem.

1. Idealna pogoda

Z całego serca nie znoszę upałów. Nie potrafię funkcjonować, gdy żar leje się z nieba. A psy? Trzeba wybierać na dłuższe wycieczki godziny poranne lub wieczorne, a i tak jest stres, że po godzinie aktywności w słońcu czworołap się przegrzeje. Teraz jest perfekcyjnie. 12-15 stopni, ciepła bluza i czapka, maseczka, która teraz cudownie ogrzewa nos – tak można żyć! Jednocześnie nie jest jeszcze na tyle zimno, żeby moja niemal bezpodszerstkowa piesa telepała się albo nosiła ubranko. Jak masz szczęście i wybierzesz się do parku lub lasu w mało popularnym dniu i godzinie, to jest jeszcze piękniej, bo nikogo nie spotkasz i cały teren spacerowy jest dla was!

2. Liście

Tak, liście. Kocham jesienne liście. Oczywiście głównie dlatego, że są piękne, a ciepło ich kolorów uspokaja głowę. Oprócz tego jednak uwielbiam je jako atrakcję spacerową. Farsa jest wielką fanką łapania ich w pychol, kiedy rozrzucam je nogami. Nie rozumiem fenomenu, ale ważne, że ona czerpie z tego dziką radość. Do tego dywan z liści to świetny materiał do zabaw węchowych (o ile masz psa, który nie zeżre każdego śmiecia kryjącego się pod spodem). Intensywnie trenuję z Farsą nad ignorowaniem mijanych psów. Po jej poprawnej reakcji (a raczej jej braku) rzucam garstkę pokruszonych smaczków w liście i Łaciata zajmuje się niuchaniem na czas całkowitego odejścia mijanego psa.

3. Inne cuda natury jako przestrzeń treningowa

Kocham wykorzystywać to, co mam “pod ręką”, do treningów. Pusty park czy podleśna polana jesienią to bogactwo różnych potencjalnych narzędzi. Jednym z moich ulubionych są zwalone pnie drzew. Mam ich od groma zarówno w Parku Południowym, jak i Skowronim, obok których mieszkam. Zwalony pień to idealne miejsce na ćwiczenie świadomości psiego ciała. Często zachęcam Farsę do wskakiwania na leżące drzewa i uważnego przechodzenia przez nie. Wymaga to od Łaciatej nie tylko zaufania wobec mnie, ale też wiary we własne możliwości, rozsądnego stawiania łap i rozkładania sił, a każdy sukces, oprócz smaczka, przynosi jej wyraźną satysfakcję. Często sama z siebie wskakuje na drzewa, które już zna. 😉 Niby prosta rzecz, a cieszy.

Przeczytaj także: Jak wygląda udany spacer z psem? 5 złotych zasad

4. Możliwość poznania nowych psiarzy

Z jednej strony ludzi w parkach, lasach i na bulwarach można spotkać mniej. Z drugiej mam wrażenie, że o takiej porze roku łatwiej kogoś poznać – na przykład innych psiarzy, z którymi można nie tylko wymieniać się doświadczeniami. Oznacza to też towarzystwo do psich zabaw oraz treningów. Ludzie nie jeżdżą już na wakacje, siedzą w domach, klikają Fejsbuki, więc czemu by nie wyciągnąć kogoś sympatycznego i świadomego psich potrzeb, na przykład na spacer równoległy? Dla wrocławian niedawno powstała z inicjatywy Centrum Szkolenia Psów “Nakama” grupa Spacery równoległe Wrocław. Można wyszukać sobie taką grupę związaną ze swoim miastem i umówić się na wartościowe szkoleniowo spotkanie.

5. Zdjęcia

Nie czarujmy się – u większości z nas 3/4 pamięci telefonu to zdjęcia psów. Jeśli chcesz powiększyć swój psiorodzinny album o prawdziwe arcydzieła, to jesienny spacer z psem stwarza ku temu doskonałe warunki. Światło wlewające się przez żółte i brązowe liście wychodzi na zdjęciach bardzo korzystnie, a w takiej scenerii każdy psiak jest widoczny i pięknie się prezentuje. Bierz ze sobą aparat i uwiecznij cuda natury – piękniej już w tym roku nie będzie. 😉

A wy za co kochacie jesienne spacery z psem?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *