Mała hautoprezentacja

“I pomyślałam: wszystko jedno, gdzie jestem, skoro wszędzie są zwierzęta”.

Zofia Nałkowska

Tam, gdzie dorastałam, wedle wiejskiej mentalności pies miał tylko pilnować posesji i zadowalać się resztkami z obiadu. Był bytem podrzędnym, z którym opiekunowie nie tworzyli głębokich relacji. Pies był “dobry”, kiedy szczekał (ale też magicznie zamykał się, kiedy jego “pan” sobie życzył) i nie uciekał z podwórka. Już jako dziecko nie kupowałam takiej definicji psa. W zwierzętach, z którymi się wychowywałam, widziałam coś innego, coś więcej. Bardziej niż szkolne lektury interesowały mnie poradniki dotyczące szkolenia psów. Chłonęłam wiedzę na ten temat łapczywie, garściami. Już wtedy wiedziałam, że niezależnie, kim zostanę “jak dorosnę”, obok mnie zawsze będzie pies.

Jest rok 2009. 13-letnia Milena uparła się, że chce owczarka niemieckiego. Długowłosego – kilkanaście lat temu wznosiły się na wyżyny popularności. Powszechnie było wiadomo, że są to psy z potężnymi mózgami i potencjałem do pracy. Pomagając wujostwu w drobnych pracach działkowych, zarobiłam swoje pierwsze “poważne” pieniądze – całe 250 zł. Znalazłam w lokalnych anonsach (ówczesny odpowiednik OLX-a!) ogłoszenie o szczeniętach na sprzedaż. I pojechaliśmy. Czekał na mnie piesek ostatni z miotu. Ależ ja go pokochałam! Natychmiastowo i bezwarunkowo. Atos był moim pierwszym psim nauczycielem. Choć był psem z pseudohodowli (ale co ja i moi rodzice mogliśmy wtedy o tym wiedzieć), prezentował najlepsze cechy owczarków. Pracował jak wół, był zrównoważony w swoich emocjach, a smyczy po paru latach używałam już tylko “formalnie”. Spacerowaliśmy godzinami po lasach i polach. Jak chyba każda nastolatka, kiepsko znosiłam gimnazjalny okres, a wędrówki z Atosem były zawsze po powrocie ze szkoły jak ucieczka, jedyny moment wytchnienia od problemów z rodzicami, pierwszego platonicznego zauroczenia i wszystkiego, co najgorsze, jak chodzisz do wiejskiego gimnazjum, w którym co rusz, chciałabyś kłócić się z systemem i czujesz, że tam nie pasujesz. Byłam na Atosie absolutnie skupiona, przeżyłam z nim mnóstwo wspaniałych chwil i jestem za każdą z nich bezbrzeżnie wdzięczna. Ten pies niewątpliwie był moim największym wsparciem, kiedy było mi najgorzej. Odszedł w wieku 12 lat 29.05.2021.

Jest rok 2019. Milena stwierdza, że ma już pracę, ma planowo stałe miejsce zamieszkania i skoro Atos spędzał emeryturę w domu rodzinnym, przyszedł czas na mojego wrocławskiego psa.

Farsę pierwszy raz zobaczyłam jako jedno z kotłujących się ślepych, maks. dwudniowych szczeniąt, które pewien mężczyzna znalazł porzucone w foliowej reklamówce, ponoć w lesie. Intuicyjnie czułam pulsowanie pod skórą, które jednoznacznie mi mówiło, że jeden z tych łaciatych ziemniaków będzie moim nowym psem. Mimo zastępczej suki-karmicielki i ogromnego wysiłku mojego i moich koleżanek oraz weterynarzy, żeby szczeniaczki odkarmić i dać im szansę, z 9 piesków przeżyła tylko Farsa. Odebrałam ją z domu tymczasowego od koleżanki, kiedy skończyła książkowe 8 tygodni. Byłam pewna, że skoro jako smarkula dobrze ułożyłam Atosa, to wystarczy, żeby udało się z Farsą. Och, spadłam z wyżyny tej pewności bardzo szybko i z ogromnym hukiem. Nietypowy życiowy start odcisnął silne piętno na jej charakterze. Przerobiłyśmy ogrom problemów… Niebywale oporna nauka czystości, bo Łaciata bała się własnego cienia, a co dopiero sikania i kupania w przerażającym świecie za progiem mieszkania. Zerowa pewność siebie. Skrajne niejadztwo. Lęk separacyjny. Ataki paniki, czasem spowodowane kawałkiem folii na wietrze. Fobia wobec dzieci. Lęk przed wszystkim i wszystkimi. Ale większość tego już za nami. Szybko się zorientowałam, że moje doświadczenie z naturalnie mało emocjonalnym Atosem nie wystarczy. Edukowałam się, spokorniałam i dziś mam naprawdę przyzwoicie radzącego sobie w świecie psa, mimo że wiem, że Farsa zawsze będzie zwierzęciem specjalnej obsługi. W przeciwieństwie do magicznego, macierzyńskiego feelingu z Atosem, tutaj nie było miłości od pierwszego wejrzenia. Było dużo łez, frustracji i zwątpienia. Dziś jednak bezkresnie uwielbiam tę małą szajbuskę za wszystko, czego mnie uczy i jak bardzo się dzięki niej rozwijam. Jest niezwykle wrażliwa i emocjonalna, ale dzięki temu – cudownie czytelna. Choć nie zdaje sobie z tego sprawy, jest prawdziwą fighterką. Pokonuje każdego dnia małe i duże strachy, czyniąc postępy szkoleniowe, których mógłby pozazdrościć niejeden “normalny” pies. Uczy mnie nadludzkich pokładów cierpliwości i bezgranicznej miłości. Odkąd jest ze mną, moja wiedza o psach rośnie bardziej niż kiedykolwiek. Dzięki niej mój blog o psach tętni życiem. 🙂

Misją mojego bloga jest szeroko rozumiana edukacja związana z psami. Chcę, aby koegzystencja tych wspaniałych zwierząt z ludźmi była coraz lepsza – oparta na rzetelnej wiedzy oraz głębokiej empatii.

blog o psach