Na tropie nowości – nasze odkrycia kwietnia

W kwietniu szukałam idealnego szarpaka-motywatora oraz obroży półzaciskowej. Zaczął się też sezon linienia, więc rozglądałam się za nową szczotką. Odkryłam też więcej produktów Johna Doga.

Szarpak Psia testerka

Pisałam niedawno o rozczarowaniu szarpakiem-mopem od Dingo. Od tamtej pory niestrudzenie szukałam lepszej alternatywy, jeszcze bardziej atrakcyjnej dla Farsy. Znalazłam ją tuż pod nosem – we wrocławskim sklepie Modny Pies. Na jednym z ich zdjęć na Facebooku zobaczyłam jaskrawe, kudłate przedmioty – szarpaki Psia testerka. Okazało się, że mogłam otrzymać jeden z nich z dostawą do domu. W dobie koronawirusa to fantastyczna opcja na terenie miasta.

Szarpak ma długość aż jednego metra i jest warkoczem z polaru i syntetycznego, kudłatego materiału. Wściekły róż nie daje się zgubić w trawie. Farsa na początku z tęsknotą wybierała wspomnianego mopa, ale szybko zakochała się bez pamięci w nowej zabawce. W celu ułatwienia komunikacyjnego szarpak nazywam Tośkiem i noszę go teraz na każdy spacer. Baaardzo pomaga mi w nauce przywoływania i odwracaniu uwagi Farsy, gdy coś ją zdenerwuje. Sucz jest zajarana jak świeca i jak widzi Tośka, to wszystko inne może nie istnieć. To zdecydowanie jej ukochana zabawka. Czyli mission completed!

Jak z trwałością? Cóż, zabawka na długie lata to nie jest, wiadomo. Puszek oczywiście trafia w dużych ilościach do odkurzacza, a polar zdążył się już obluzować, ale Tosiek przetrwał bezwzględną walkę Farsy i Mai, więc bylejakości zarzucić mu nie można. 😉

“Furminator” Take Care

Zawsze zachęcałam ludzi do zakupu oryginalnych Furminatorów, które są niezawodne. Wszelkie podróbki lubią bowiem boleśnie zawodzić i koniec końców, nie są żadną oszczędnością. Sama jednak odkładałam zakup tego wspaniałego przyrządu. Farsa nie ma podszerstka jak u owczarka albo retrievera i czułam, że nie potrzebujemy aż takiej wypasionej szczotki. Postanowiłam zaryzykować i zakupić w Maxi Zoo “furminator” marki własnej sklepu – Take Care. W przeciwieństwie do oryginałów, tutaj producent proponuje jeden rodzaj zębów do każdego rodzaju sierści. Nie wiem, jak sprawdziłyby się one w przypadku włosa długiego i gęstego, ale… u Farsy i kotów (a mam pod dachem dwa, europejskie, krótkowłose klasyki) wystarcza to w zupełności. Sucz i tak zaskoczyła mnie ilością gubionego włosa, ale tejkerowska szczotka radzi sobie z nim bezbłędnie. A jest przecież o połowę tańsza od oryginału! Jeśli więc masz zwierzaka z mało wymagającym włosem, to myślę, że spokojnie możesz postawić na tę opcję.

Obroża półzaciskowa KETTU

Na akcesoria KETTU chorowałam jeszcze zanim adoptowałam Farsę. Wzory ich taśm są obłędne. Projekt Lis w lesie to mój kolorystyczny ideał, a dodatkowo uwielbiam lisy. Dlatego go wybrałam, poszukując obroży półzaciskowej. Przestawienie się z szelek na obrożę znacznie pomogło mi w nauce luźnej smyczy. Pojawił się za to inny problem. Farsa jest w tym momencie nastolatką, której pod skórą buzuje ogrom hormonów. Kiepsko to wypada w połączeniu z lękliwością. Zdarzyło się, że sucz wystraszyła się czegoś tak bardzo, że zaczęła robić na smyczy rodeo i prawie wyszła mi z obroży przy ruchliwej ulicy. Dostałam wtedy prawiezawału i postanowiłam postawić na dobrze wyregulowany półzacisk, który następnym razem zabezpieczy Farsę przed taką sytuacją. I faktycznie – nowa obroża już kilka razy skutecznie zablokowała mojej piesy możliwość wyślizgnięcia się. Ma bardzo fajny zakres regulacji, a kiedy Farsa chodzi w niej bez smyczy, luźno leży na szyi, ale nie ma opcji, aby z niej spadła. No i te kolory… ach!

Karma mokra John Dog Jagnięcina ze śledziem i borówkami

W zeszłym miesiącu chwaliłam się, że przeforsowałam jako podstawę diety Farsy suchą karmę od Johna Doga. Ostatnio skusiłam się na dobicie w zamówieniu kilku produktów do darmowej dostawy. Znalazła się tam m.in. puszka o smaku jagnięciny ze śledziem i borówkami. Jest to wytwór serii Berry Line w wersji dla juniora. Zainteresowało mnie to połączenie smakowe, a także obiecujący skład – łącznie 95% mięsa i podrobów z rosołem. Farsa, co tu dużo mówić, oszalała. Dodając jej nawet odrobinę tego dobra do suchej porcji, nawet nie zdążyłam się zorientować, gdy miska była wylizana do czysta, a przy tej wybredocie zdarza się to niezwykle rzadko. Zapach – adekwatny do składu. Rewelacja. Poza tym 7,90 zł za 400 g to jak na taką jakość bardzo dobra cena.

Pasztet dla psa z królikiem / gęsiną Lovi Dog

W zeszłym miesiącu wspomniałam też, że furorę w naszych treningach robią pasty / pasztety w tubce z Multifita. Używam ich w sporych ilościach, zwłaszcza kiedy odwracam uwagę Farsy od stresujących sytuacji. Jednak aby Multifit, którego mam na wyciągnięcie ręki w Maxi Zoo, nie przejadł się pannie, to do swojego zamówienia z Johna Doga dodałam pasty Lovi Dog – z królikiem oraz z gęsiną. Jak to z tego typu przysmakami bywa, skład nie jest najczystszy z możliwych, za to zapachy sugerują, że jest tam więcej niż śladowa ilość mięsa, które wskazuje się jako “smak” tego rarytasu. Farsa wciągnęła obie tubki z zadowoleniem. Narzekałam ostatnio, że dwa najfajniejsze smaki Multifita są w trudnych do wyciśnięcia, metalowych tubkach. Lovi Dog zapakowane są w ten sam sposób, a mimo to opróżniłam tubki do końca bez żadnego problemu. Także dajemy okejkę i na pewno będziemy domawiać przy kupowaniu karmy.

A wy odkryliście coś ciekawego w kwietniu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *