Na tropie nowości – nasze odkrycia maja

Choć w maju nie szalałyśmy z zabawkami ani akcesoriami, to przyniósł on nam kilka ciekawych produktów żywieniowych, którym Farsa daje okejkę i chce Waszym psiakom serdecznie polecić.

DUVO+ Czekolada Dog Choc z kurczakiem

Oglądaliście na Netflixie serial Bojack Horseman? Uwielbiam go z wielu powodów, a jednym z nich jest ta scena:

Myślę, że została napisana specjalnie dla Farsy. 😉 Ci, którzy śledzą nasz fanpage od jakiegoś czasu, być może pamiętają, jaki prezent zafundowała matkom Farsa na mikołajki… Pięć minut naszej nieobecności wystarczyło, aby ciekawskie szczenię uprowadziło ze stołu czekoladowego mikołaja. Zeżarła go razem z folią. Skończyło się płukaniem żołądka u weterynarza. Na szczęście w takich słodyczach mało jest czekolady w czekoladzie. W takich “prawdziwych” jest teobromina, która może psa nawet zabić. Tak czy siak Farsa nie raz i nie dwa wykazywała swoje chore zafascynowanie zapachem czekolady. Każdy słodycz w naszym domu trzymany jest teraz w miejscu niedostępnym dla Farsy, bo zdaje się, że zrobiłaby wszystko, aby ją zjeść.

I wtedy wchodzi ona, cała w sreberku – czekolada dla psów! W formie takiej samej, jak ludzka, ale z minimalną zawartością kofeiny i teobrominy, więc całkowicie bezpieczna dla takich jak moja amatorek ludzkich słodyczy.

Dostałyśmy w prezencie tabliczkę marki DUVO+ o smaku kurczaka. Skład? Taki, jakiego można byłoby się spodziewać po przysmaku, którego racją istnienia jest forma. Kurczaka mamy tu 14%, reszta to enigmatyczne wartości olejów i tłuszczów, mleka i produktów mlecznych oraz minerałów. Producent zaleca, aby w zależności od gabarytów psa, podawać zwierzakowi od 4 do 8 kostek dziennie.

Nie pachnie to jak czekolada (za to wersja rybna, którą też degustowała Farsa, już tak), ale piesa zjada bardzo chętnie. Nie jest to coś, co ze względu na skład chciałabym podawać Farsie wybitnie często, ale uważam to za bardzo fajny pomysł, jeśli na przykład szukasz prezentu urodzinowego albo adopcinkowego dla jakiegoś znajomego psiura. No i hej, cieszę się, że mogłam spełnić dzięki temu produktowi małe marzenie Farsy o czekoladzie na legalu. 😉

Carnilove Crunchy Snack struś z jeżynami

A teraz przejdźmy do czegoś, w czym prym wiedzie bardzo dobry skład. Każdy psiarz przykładający wagę do jakości jedzenia dla psów na pewno słyszał o marce Carnilove. Jest to popularny producent – jeden z tych, który na opakowaniach ma wilki i promuje powrót do korzeni, czyli żywienie psów możliwie najbardziej zbliżone do tego, jak jedzą dzikie psowate.

Mnie oferta karm suchych tutaj nie porwała, ale próbowałyśmy już mokrych saszetek, a teraz czegoś nowego – ciastek o smaku strusia z jeżynami. Odkryłam, że Farsa lubi owocowe akcenty zapachowe. Dlatego postanowiłam przetestować ten produkt, mimo że sama strusina w postaci mokrej karmy kiedyś została przez moją wybredną księżniczkę bezwzględnie odrzucona.

Skład: struś karmiony trawą 50% (suszony struś 33%, świeże mięso ze strusia 17%), dynia 15%, żółty groszek 8%, suszone jabłka 5%, marchew 5%, ciecierzyca 4%, jeżyny 4%, tłuszcz z kurczaka (konserwowany tokoferolami) 4%, siemię lniane 2%, suszony szpinak 2%, olej lniany 1%.

Wzrusza mnie, że zostało wyboldowane, co jadł struś. Marketing produktów takich jak ten, opiera się na przekonaniu konsumenta, że najlepsze jest NATURALNE i że cokolwiek to znaczy, nasze właśnie takie jest. O tym, na ile jest to trafne, mogłabym napisać osobny tekst.

A dlaczego akurat jeżyny? Bo zawierają antyoksydanty wspierające odporność i pozytywnie wpływające na zdrowie psiego serca. Choć nie wiem, czy te 4% owoców w składzie to powód, żeby na froncie opakowania pisać: “for heart health”. Na takie chwyty zawsze polecam brać poprawkę.

Chrupki faktycznie są bardzo “crunchy” i słychać z drugiego końca mieszkania, jak Farsa je miażdży zębami. Są dość spore, więc jeśli nie masz labradora albo owczarka niemieckiego, to na trening warto je połamać na mniejsze kawałki. To jednak, co mnie najbardziej jara, to zapach tych ciastek. To jedne z tych smaczków, których po otwarciu sam/a masz ochotę spróbować. Obłęd! Połączenie strusia, warzyw i jeżyn to totalnie cukierkowa mieszanka. Zapach dodatkowo jest na tyle intensywny, że Carnilovy fajnie sprawdziły nam się w zabawach węchowych.

PREMIERE Raw Kitchen Komponent 2 – mięso w puszce

W ofercie Maxi Zoo już ładny czas temu pojawiła się linia Raw Kitchen, która ma być B.A.R.F.em dla leniwych albo zabieganych. Mamy gotowe komponenty: puszki z mięsem i podrobami, płatki warzywne, oleje i inne suplementy. Producent wszystko już dla nas wyliczył. Wystarczy dobrać odpowiednie produkty i mamy gotową dietę! Choć na razie nie porwałam się na przetestowanie tego rozwiązania w całości, to urozmaiciłam dietę Farsy o dwa komponenty. Pierwszym z nich są mięsne puszki.

Panna jadła jagnięcinę, teraz sprawdziłyśmy kaczkę i oba warianty skradły małej serce. To nie jest zwykła mielonka z puszki. Zgodnie z filozofią B.A.R.F. powinno się tam znaleźć wszystko. Mamy więc w składzie rosół, mięso, serca, korpusy i żołądki (w przypadku kaczki) oraz płuca, rosół, serca, wątroby, mięso, chrząstki (w przypadku jagnięciny). Gdy otwierasz puszkę, na własnym nosie przekonujesz się, że ta rozpiska nie kłamie. Jestem wegetarianką z wieloletnim stażem, a mimo to czuję, że mam do czynienia z wysokiej jakości, prawdziwym mięsem. Wybredna księżniczka zdecydowanie też to czuje, bo wcina wszystko jak zła. 😉 A już najlepszy jest bulion, który po odstawieniu reszty karmy do lodówki zamienia się w tłustą galaretę.

PREMIERE Raw Kitchen Komponent 5 – olej z łososia

Czerwony olej z łososia z serii Raw Kitchen to już w ogóle nie musi wiązać się z tą dietą. To komponent 5. – dodatkowy. Olej z łososia to w świecie psiego jedzenia cud-napój, który:

  • znacząco poprawia kondycję sierści i skóry
  • pozytywnie wpływa na kondycję stawów
  • jest genialnym dosmaczaczem karmy dla wybrednych psów
  • wspiera układ odpornościowy

Odkryłam go już wcześniej, ale dopiero teraz doceniam jego wszechstronność. Atos przez całe życie miewał problemy skórne. Często z odmiany długowłosej stawał się krótkowłosą, a rozczesywanie kołtunów spędzało mi sen z powiek. W zeszłym roku było pod tym względem już naprawdę źle i podsunęłam rodzicom tenże właśnie olej. Po dwóch miesiącach dolewania go do karmy wraz z biotyną sierść poczwarka wróciła do swojej świetności. Dodam, że sama biotyna nigdy nie działała tak dobrze. Efekt naprawdę mnie powalił.

Teraz kupiłam buteleczkę Farsie. Jak już wiecie, bo co chwila to podkreślam, moja kosmicznie wybredna sucz potrzebuje dosmaczania suchej karmy, bo inaczej każda (a przetestowałyśmy już wiele) szybko jej się nudzi. Niecałe dwie łyżeczki oleju z łososia do porcji i żre, aż miło! Dodatkowo zauważyłam, że choć zaczęłam go dolewać na początku maja, wszystkie fantazyjne kropki, łaty i ciapki na Farsie stały się błyszczące i wyraziste. Podobnie jak białe fragmenty jej sierści – wyglądają teraz jak świeży, a nie dwudniowy śnieg. Jestem naprawdę pełna podziwu!

Minusy? Myślę, że dla niektórych – zapach. Jest intensywny. BARDZO intensywny. Rybny do granic możliwości. Jeśli więc masz wybitnie wrażliwe receptory węchowe, to może cię to drażnić. Ach, i nie licz, że szklana butelka potem ci się do czegoś przyda. Tego smrodu nie da się wyeliminować żadną magiczną siłą ani tysięcznym myciem. 😉

A wy trafiliście w maju na coś ekstra dla waszych psiaków? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *