Na tropie nowości – nasze odkrycia marca

Marzec był dla nas miesiącem przełomu w treningach oraz trudnej przeprawy przez zmianę karmy. Dzięki temu możemy się pochwalić ciekawymi zdobyczami, zarówno do jedzenia i nagradzania, jak i zabawy.

Mata węchowa ACTIV PET z Biedronki

Już od dawna chodziło mi po głowie, żeby zrobić matę węchową samodzielnie, ale nie miałam potrzebnych materiałów. W związku z tym cieszę się, że zdobyłam za 30 zł gotowca. I to jakiego! Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, bo mata z Biedry ma nie tylko polarowe frędzle, ale też kieszonki i zakładki. Fakt faktem, część z nich skończyła marnie po kilku zabawach, ale ogólnie dają radę. Mata ma wymiary 60×60 czyli takie, jak standardowy podkład treningowy. Pod spodem ma antypoślizgi, ale te akurat na drewnianym parkiecie są żadne. Mata niestety jeździ nam po całym salonie i to uznaję za pewien minus. Ogólnie jednak Farsa bawi się bardzo dobrze. Nie powiedziałabym, że długo, ale za każdym razem, gdy znajduje wszystkie ukryte smaczki, domaga się dokładki. 😉

Szarpak z amortyzatorem DINGO

Na początku miesiąca wybrałyśmy się z Farsą na zajęcia pod okiem trenera. Musiałam złapać dystans i potrzebowałam trzeźwego oka, które spojrzy na reakcję mojego psiego dziecka bez emocji, z czym miewam sama – jak chyba każdy opiekun – problemy. Pisałam jakiś czas temu o motywowaniu psa do szkolenia. Marzec był dla mnie czasem na poszukiwanie idealnych motywatorów, zarówno smaczkowych, jak i zabawkowych. Co do tego drugiego, na treningu okazało się, że Farsa jara się jak świeca szarpakami z amortyzatorem. Od razu więc wyszukałam i zamówiłam jedną z takich zabawek. Postawiłam na “mopa” z piłką na końcu od Dingo. Raz, że miałam zaufanie do samej marki, dwa – skusił mnie wygląd zabawki i jej cena. Niestety, tutaj wielkie rozczarowanie. Amortyzator jest “taki se”. Widocznie przy tej długości sznura nie jest on w stanie spełniać należycie swojej funkcji. Po drugie – już po pierwszej zabawie miałam w całym domu strzępki zielonego “mopa”. Choć Farsa jest zachwycona i używamy nadal szarpaka jako odwracacz uwagi na spacerach w parku, to zdecydowanie zamierzam znaleźć coś lepszego. Dwa na dziesięć.

Pasty MULTIFIT

A skoro już o motywatorach mowa… Wprawdzie pasty smakowe Multifit nie są żadną nowością. Znałam, lubiłam, używałam z innymi psami. Okazało się jednak ostatnio, że genialnie się sprawdzają w przypadku mojej wybrednej księżniczki. Niestety, kiedy Farsa pod wpływem stresu dostaje na spacerze “małpiego rozumu”, to żadne smaczki do niej nie trafiają. Chyba, że jest to właśnie pasta. W czym przewyższa mięsne kawałki i ciasteczka? Po pierwsze – w łatwości podania. Nagradzasz psa bez grzebania po kieszeniach i brudzenia rąk. Odkręcasz tubkę i podajesz psu przysmak prosto do pyska. Po drugie – zapach. Są cztery warianty smakowe: drobiowy, bekonowy, łososiowy, wątróbkowy. Wszystkie pachną bardzo intensywnie, więc mocno polecam, jeśli tak jak ja, masz psa o wyrafinowanych kubkach smakowych. Po trzecie – u nas pasta jest niezawodna, kiedy Farsa jest zestresowana. Ciumka, podgryza tubkę, zlizuje to, co dookoła i ma chwilę, aby się na tym skupić, dopóki stresor się nie oddali.

Co też ważne, nie jest to typowy, ładnie opakowany fast food. Na pierwszym miejscu w składach znajduje się mięso oraz produkty pochodzenia zwierzęcego w ilości około 35%. Jak na tego typu przysmak, nie wypada to źle.

Minusy? Wariant wątróbkowy i łososiowy są pakowane w metalowych tubkach, z których pod koniec trudno cokolwiek wycisnąć. Jeśli jednak znajdziesz na to sposób, to nie widzę innych “ale”. Pozwolę sobie też donieść, że do końca kwietnia dostaniesz wariant drobiowy w stacjonarnych sklepach Maxi Zoo w fajnej promocji. 😉 Idealnie, aby przetestować!

Sucha karma dla szczeniąt JOHN DOG

Farsa jest kosmicznie wybredna. Udało mi się na ponad 3 miesiące przeforsować Brita Care Puppy z łososiem, ale z dnia na dzień panna stwierdziła, że jednak nie będzie już tego jeść. Postanowiłam wprowadzić jej zatem coś z wyższą zawartością białka i fajną zawartością świeżego lub suszonego mięsa w składzie. Był to Firmin Purity z rybą. Niestety, tutaj strajk głodowy był spektakularny, bo Farsa nie chciała nawet powąchać miski. Szukałam tydzień, myślałam i myślałam, aż wymyśliłam, że spróbujemy przeforsować suchą karmę dla szczeniąt od Johna Doga. W składzie ma łącznie 69% mięsa, tłuszczu i podrobów, nie ma w niej zbóż, za to są fajne dodatki w postaci owoców i warzyw. Nie mamy mączki, mamy świeże i suszone mięso, co też dla części osób może być argumentem na plus. Dla mnie jednak najważniejsze są dwie rzeczy. Po pierwsze, mimo pandemii i wszechobecnych opóźnień w zamówieniach internetowych, dostaliśmy karmę dzień po złożeniu zamówienia. Po drugie – Farsa na starcie była zachwycona, co zdarza jej się rzadko. A teraz tak po prostu zjada całą michę i grymasi znacznie mniej niż na innych karmach. Jak na nią to ogromny sukces. 😉

Końskie płuca REAL NATURE

Real Nature to jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza marka Maxi Zoo, jeśli chodzi o jakość. Większość ich przysmaków to samo suszone mięso, więc zawsze testuję je na swoim psie ze spokojnym sercem. Obecnie Farsa zajada się końskimi płucami. Wyglądają niepozornie, bo są w dość małych kawałkach, ale pies o niezbyt mocnej szczęce, jak Farsa, chrupie je około 5 minut. Choć oczywiście dla większego i bardziej zachłannego zwierza będą to 3 sekundy. 😉 Intensywnie pachną, ale nie dają na całe mieszkanie, jak choćby największe śmierdziuchy, czyli żwacze wołowe. Są bardzo kruche i chrupkie. Polecam jako niewinną przegryzkę między posiłkami, ale raczej dla mniejszych psów niż większych.

A wy co ciekawego upolowaliście dla swoich psiaków w minionym miesiącu? 🙂

2 thoughts on “Na tropie nowości – nasze odkrycia marca

    1. Wiem, że u mnie BARF nie przejdzie z uwagi na mój styl życia / brak czasu na przygotowania. Także liczę, że po prostu odkryję, jakie smaki pannie pasują najbardziej. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *