Co zrobić, gdy pies ciągnie na smyczy?

Człowiek biegnący za swoim psem na napiętej jak struna smyczy to częsty widok na ulicach. Na nic krzyki i stanowcze przyciąganie do siebie zwierzaka. Dlaczego tak jest i co zrobić, gdy pies ciągnie na smyczy?

Dlaczego pies ciągnie na smyczy?

Wszystko, co robi twój pies, ma mniejszy albo większy cel. Nie robi niczego, bo jest głupi, złośliwy albo niewdzięczny. Takie negatywnie wartościujące określenia nie przynoszą nic dobrego. Oznaczają tylko ogrom frustracji.

Jeśli więc twój pies ciągnie na smyczy, to robi to po coś. Po to, żeby obwąchać niezwykle interesującą trawę (jedyną taką kępę trawy na całym świecie!), przywitać się z przechodzącym człowiekiem lub innym czworonogiem. Może też robić to przez odczuwany lęk, aby wydostać się z sytuacji, w której widzi zagrożenie. Niewykluczone, że jest to też dla niego metoda na rozładowanie dużych pokładów energii.

Co jest drogą do osiągnięcia tego celu? Oczywiście parcie z całej siły do przodu. Napięcie smyczy pomaga psu pokonać opór, którym jest ciągnący w swoją stronę człowiek. Dlatego nie działa krzyczenie na zwierzaka albo bawienie się z nim w przeciągnie liny. Dlaczego miałby nas posłuchać, skoro jesteśmy przeszkodą w drodze do osiągnięcia celu? Szczególnie, jeśli zazwyczaj żwawo podążasz za czworonogiem i to on prowadzi na spacerze ciebie. 😉

Po pierwsze: wydłuż smycz

Do niedawna w pracy z Farsą łapałam się na śmiesznej rzeczy. Dwumetrową smycz skracałam do metrowej, aby piesa szła blisko mojej nogi. Naukę luźnej smyczy zaczęłam bardzo późno (przez pierwsze miesiące skupiałam się na tym, żeby młoda w ogóle polubiła wychodzenie na zewnątrz). Gdy Farsa zaczynała za bardzo ciągnąć, to skracałam pasek jeszcze bardziej. Niech rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie zawijał smyczy na milion kółek albo nie ciągnął jej do góry bądź do tyłu! Jest to o tyle zabawne, że jak się chwilę nad tym zastanowić, to te odruchowe praktyki nie mają sensu. Pies uczy się wówczas, że napięcie smyczy jest stanem naturalnym, który może trwać cały czas (przecież wtedy za nim idziesz).

U mnie pierwszym krokiem pracy z Farsą było przepięcie karabińczyka tak, aby smycz zawsze miała dwa metry długości. Przestałam ją skracać, nawet gdy przechodzę z nią przez hol centrum handlowego do pracy albo przez ruchliwą ulicę. Sporadycznie wciąż zdarza mi się odruchowo łapać ją w połowie, ale nauczyłam się wtedy szybko bić samą siebie mentalnie po rękach i szybko luzować.

Spacer nie jest dla ciebie. Jest dla psa, aby mógł spokojnie eksplorować teren, co jest jego naturalną potrzebą. Powinien węszyć, odkrywać. Nie umożliwisz mu tego, trzymając go centymetr od nogi. Naucz go, że te dwa lub trzy metry to długość, na której zawsze może zająć się swoimi sprawami.

Po drugie: pokaż, że nie opłaca się ciągnąć

Skoro już wiesz, że twój pies zorientował się, co mu przynosi ciągnięcie na smyczy (zysk), to teraz spraw, aby przestało mu się to opłacać. Aby to mogło się udać, potrzebny będzie ogrom twojej konsekwencji. Od chwili, w której postanowisz pracować z pupilem nad luźną smyczą, nie będzie mógł on przejść na napiętej smyczy ani jednego kroku.

Prosta sprawa: gdy tylko zaczynasz odczuwać napięcie smyczy, stajesz nieruchomo jak słup. Nieważne, czy jest to “lekkie” czy “hardkorowe” ciągnięcie. Musisz wygaszać KAŻDE napięcie, bez wyjątków. Wiem, że to na początku niełatwe, sama wciąż się tego uczę, ale jest to jedyna droga, aby pies zrozumiał, że nie ma żadnych szans, aby osiągnął swój cel za pomocą parcia do przodu. Żadnych wyjątków w stylu: “ooo, chcesz się przywitać z pieskiem z sąsiedztwa, niech ci będzie”, bo pies nie zastanawia się, w którym momencie może cię ciągnąć, a w którym nie. Każde napięcie to STOP i ruszasz dopiero w momencie, w którym smycz luźno wisi nad ziemią.

Po trzecie: bądź jak filmy Tarantina – nieprzewidywalny/a

O ile twój pies nie zmaga się z głębokimi lękami i nie robi na spacerze wszystkiego, byleby tylko uciec albo zniknąć (na przykład, jeśli jest po wielu nieudanych adopcjach), to często zmieniaj kierunek podczas przechadzek.

Sam/a pomyśl – jeśli każdego dnia robisz to samo kółko po osiedlu i to w tym samym tempie, to gdy pies ciągnie na smyczy, doskonale wie, w którą stronę iść. Nie potrzebuje twojej nawigacji. Przełam to. Na początku zmieniaj kierunek i tempo często, nawet co parę-paręnaście metrów. Tak, wszechwidzące oko monitoringu osiedlowego może mieć z ciebie nie lada ubaw, ale to nieważne. 😉 Pies na początku będzie zdziwiony przełamaniem schematu, ale szybko zrozumie, że na spacerze wszystko może się zdarzyć i że to ty wyznaczasz trasę waszej przechadzki.

Po czwarte: bądź ciekawszy/a niż cały świat

Żebyś obchodził/a psa bardziej niż siki na pniu drzewa, nie wystarczy, że zapewniasz mu pożywienie, dach nad głową i dbasz o jego zdrowie. Przykro mi, jeśli zrujnowałam ci świat, ale tak to już jest. Pies może być niezwykle skupiony na tobie w domu, czyli warunkach bez rozproszeń, ale na zewnątrz łatwo przegrywasz z całą paletą bodźców wzrokowych, słuchowych i zapachowych. Musisz więc sprawić, aby pies “robił swoje”, węszył, wchodził w interakcje z ludźmi i psami z otoczenia, ale jednocześnie wiedział, że z tobą jest zawsze najciekawiej.

Szczególnie na początku, kiedy zmieniasz kierunek, cały czas na luźnej smyczy! przywołaj do siebie psa i entuzjastycznie nagródź go pochwałą słowną oraz atrakcyjnym smakołykiem. Oczywiście, mówię to umownie. Wybieraj to, co najbardziej motywuje twojego psa. Jeśli interesują go na świeżym powietrzu zabawki, to zawsze noś jakąś w kieszeni. Jeśli pies zna komendy, to wydawaj mu je na spacerze w przypadkowych momentach. Oczywiście po każdej komendzie musi być nagroda!

Na początku pies może wracać do ciągnięcia, jak tylko odbierze z twojej ręki przysmak. Wówczas bezwzględnie trzymaj się zasady: napięcie smyczy = STOP. Czy to oznacza, że na początku będziesz tak pajacować dosłownie co parę kroków? Tak. Czy to żmudne i będziesz wyglądać dziwnie? Jak najbardziej! Zaręczam, że mimo to warto. Po dwóch tygodniach takiej pracy z Farsą mam spacery pełne luzu i świetnej komunikacji z nią. Coraz częściej sama się pilnuje, aby smycz była luźna i sama z siebie nawiązuje ze mną interakcję, nie rezygnując z węszenia. A jak nam się polepszyła praca w rozproszeniach, och, ach!

Kiedy się nie chce albo mama nie stosuje się do zasad

Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze da się być Perfekcyjną Panią Psa. Czasem masz grypę, bóle miesiączkowe, kaca i inne przykre historie. Może być też tak, że mieszkasz z jednym zacietrzewionym/ą domownikiem/czką, który/a – ni cholery! – nie dostosuje się do przykazania: “bądź konsekwentny/a”. Choćbyś zdarł/a sobie na ten temat gardło – no, nie przejdzie. Na takie dwie sytuacje też jest recepta!

Pies jest w stanie się nauczyć, które akcesorium i który człowiek oznacza spacer na luźnej smyczy (z koncentracją nie tylko na otoczeniu, ale też na opiekunie), a z którymi można mieć duży luz. Naucz więc swojego czworołapa, że na przykład na obroży ma poruszać się na luźnej smyczy i solidnie tego pilnuj, a na szelkach pozwól mu zająć się swoimi sprawami, jeśli akurat twoje samopoczucie nie pozwala na produktywny spacer. U nas dodatkowo puszczeniem wodzy jest smycz automatyczna. Farsa nie chodzi w niej na co dzień, ale chętnie korzystam z niej na szybkie sikukupy, gdy jestem w kiepskiej formie.

Nie szukaj wymówek!

Mój pies jest za stary. Za głupi. Mój pies to wariatuńcio. Jest rasą myśliwską. Mój pies zawsze ma mnie gdzieś. To wszystko to klasyczne próby przerzucenia odpowiedzialności za marne spacery na zwierzę. Odrzuć to. Przecież to wszystko brzmi śmiesznie. Powtarzam: wiem, że nauka chodzenia na luźnej smyczy jest żmudna i można się przy niej poczuć, jakby się walczyło na początku z wiatrakami. Niemniej uwierz, że warto. To pomaga nie tylko tobie i twoim barkom, ale też psu i twojej relacji z nim. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *