Psy podbiegacze – jak sobie z nimi radzić?

psy podbiegacze

Myślę, że to jeden z najważniejszych tekstów tutaj. Żałuję, że nie miałam wiedzy o podbiegaczach, którą mam dzisiaj i że płacę dziś za to wysoką cenę. Mam nadzieję, że pomogę tego samego uniknąć choć jednej osobie. Jakie psy to podbiegacze i jak sobie z nimi radzić?

Pies podbiegacz – czyli jaki?

Podbiegacze to psy, które łatwo rozpoznasz w każdym parku. Przemierzają teren bez smyczy i bez kontroli. Przy dobrych wiatrach ich opiekunowie znajdują się w zasięgu wzroku, ale to niczego nie zmienia… Podbiegacz ma tu i ówdzie swoich ludzi. Pędzi przez alejki i polany, aż w końcu namierza twojego psa, który znajduje się na smyczy lub bez niej, ale tuż obok ciebie. Wtedy pędzi prosto na was. Nie po łuku, lecz na wprost. Bez żadnego taktu, ignorując sygnały wysyłane przez twojego psa, od razu nurkuje nosem głęboko w jego zadzie. Naparza go przednimi łapami w niezbyt grzecznym i wywarzonym zaproszeniu do… zabawy? O tym za chwilę. Niezależnie od intencji podbiegacze stanowią lub zaczną stanowić dla was spory problem. Zwłaszcza jeśli, tak jak ja, masz psa lękowego czy reaktywnego, który po takiej niewinnej interakcji przez długi czas dochodzi do siebie, a wasze postępy treningowe burzą się jak domek z kart.

Słów kilka o “on się chciał tylko przywitać”

Jeśli poprosisz opiekuna_kę podbiegacza o odwołanie go, to możesz usłyszeć kilka odpowiedzi (o nich za chwilę). Jednak absolutnym klasykiem, numerem jeden, odpowiedzią, którą usłyszysz w 75% sytuacji, jest: “on chciał się tylko przywitać”. Ech, od czego by tu zacząć…

Czy psy rzeczywiście chcą się ze sobą witać?

Przeciętny psiarz sądzi, że jego pies CHCE się witać ze wszystkimi innymi. Nie myśli jednak, że może po prostu czworołap MUSI to robić, bo nie ma wyboru. Wytłumaczę to na przykładzie Farsy. Jeszcze nie tak dawno temu potrafiła wybiegać w stronę obcego psa, szczekając przy tym odstraszająco. Zonk numer jeden: “po co do niego biegniesz, skoro się go boisz?”. Zonk numer dwa: “dlaczego sama doprowadzasz do interakcji, a kiedy ta następuje, kładziesz się i wijesz ulegle w niemałym stresie?”. Olśniło mnie po czasie, że to po prostu rozpaczliwe próby przejęcia kontroli nad sytuacją beznadziejną.

Czy chcę przez to powiedzieć, że wszystkie psy “witają się” ze sobą w strachu? Oczywiście, że nie. Tyle tu możliwych emocji, ile psów. Niektóre podbiegają z tych powodów, z których robiła to Farsa. Inne zostały w toku niewłaściwej socjalizacji nauczone, że każdy napotkany pies oznacza zabawę, czyli ekscytację. Biegną do wszystkich pobratymców w parku, bo nikt im nie pokazał, że część zwierząt można po prostu minąć, bez wysokich emocji. Często w tych interakcjach spotkać można mieszaninę strachu, ekscytacji i demonstracji.

Oko niewprawione w trafnym ocenianiu psiej mowy ciała uznać może, że wszystko jest okej. Psy przecież biegną do siebie, bo “chcą”. Merdają ogonami (tyle że merdanie ogonem to nie zawsze przejaw radości). Wykonują ukłony w swoim kierunku (które również nie zawsze oznaczają zaproszenie do zabawy). No i biegają (co tam, że jeden z nich jest ofiarą uciekającą w przerażeniu z podkulonym ogonem)…

Nienaturalne strategie mijania

Problemy w międzypsich relacjach to istna plaga. O ile opiekunowie_ki podbiegaczy żyją jak dzieci we mgle, nie zdając sobie z tego wszystkiego sprawy, bo ich pies “chciał się tylko przywitać”, to obok nich spacerują osoby z poważnymi troskami. Mówię oczywiście o reaktywności smyczowej, szczekaniu na inne psy, rzucaniu się na nie, itd. Te problemy nie są tak niewinne. Kojarzą się z agresją, niepanowaniem nad emocjami. To nie opiekunowie_ki podbiegaczy idą po pomoc do behawiorystów, tylko my – opiekunowie_ki ofiar podbiegaczy.

Dlaczego te problemy mają aż taką skalę i lwia część miejskich psów nie umie bezkolizyjnie mijać się z innymi? Dla czworołapów naturalne jest przede wszystkim mijanie się łukiem. To sygnał wskazujący na to, że zbliżające się do siebie zwierzęta nie mają wobec siebie złych zamiarów. Często towarzyszy temu węszenie, które nazywa się sygnałem uspokajającym.

Łuk działa, jeżeli faktycznie jest łukiem. Miejskie psy mijają się zazwyczaj na wąskich chodnikach i parkowych alejkach. Nie ma wtedy mowy o wykorzystaniu tej strategii, bo zwyczajnie brak na to miejsca. Pamiętam, jak mieszkałam u rodziców i wychodziłam na spacery z naszym owczarkiem, Atosem. Spacerując po wiejskich, rozległych terenach, nieraz spotykaliśmy bezdomne psiaki koczujące między wsią a lasem. Albo po prostu randkowiczów, wywabianych z podwórek zapachem cieczki. Przysięgam, że przez 5 lat ANI RAZU nie podbiegł do nas żaden z tych psów… Obiegały nas w odległości kilkuset metrów. Kiedy nas wypatrywały na horyzoncie, czasem tylko poszczekały, ale finalnie nurkowały nosami w trawie i szły w swoją stronę. To nie jest więc nadzwyczajna umiejętność, lecz genetycznie wdrukowana strategia unikania kłopotów.

Decyzyjność miejskiego psa w kwestii mijania kończy się tam, gdzie długość smyczy. Zamiast nauki unikania niechcianych interakcji nasze psiaki od szczeniaka uczą się, że MUSZĄ nawiązywać kontakt z każdym psem. Że uciec nie ma dokąd, a podbiegacze w końcu wyzwalają w nich mało pożądane przez nas i mało zdrowe dla ich głów systemy obronne. Szczekanie, rzucanie się, “witanie się” z każdym psem… To jedyne, co im zostaje, kiedy nie mogą postąpić w naturalny dla siebie sposób.

Smycz jako miecz obosieczny

Smycz to wspaniałe narzędzie. Pewna świadomość pozwala rozumieć, że jej jedynym ani głównym celem nie jest odbieranie psu wolności. Smycz może być wspaniałą pomocą treningową oraz kanałem komunikacji między psem a człowiekiem. To wszystko brzmi dobrze z naszej perspektywy, ale… każdy kij ma dwa końce. Gdy zaczepia was podbiegacz, a twój pies jest na smyczy, jego repertuar strategii dramatycznie maleje. Prawdopodobnie odruchowo jeszcze owiniesz taśmę na ręce, aby mieć poczucie większej kontroli.

Niestety dla psa to tak nie wygląda. Po pierwsze, będąc na smyczy, nie może on na widok zbliżającego się podbiegacza zainicjować wspomnianego łuku. Klasycznym rytuałem psów wchodzących w interakcję jest też chodzenie w kółko. Na smyczy jest niemal niemożliwe. Szybko kończy się zaplątaniem linki w ludzkie i psie nogi. Po drugie, jeśli próbujemy psa odciągnąć od podbiegacza i naciągamy smycz jak strunę, buduje to w zwierzęciu niesprzyjające sytuacji napięcie w ciele i poczucie, że dzieje się coś niedobrego. Z tych powodów z dwojga złego zawsze wolę sytuacje, w których podbiega do nas pies, kiedy Łaciata jest puszczona luzem. Umie być wyrazista w wysyłanych sygnałach, a w ostateczności użyć swoich niekończących się łap do wykiwania natręta, więc ma wtedy jakiekolwiek szanse wyjść z nieplanowanej interakcji bez szwanku.

Podbiegacze – czy można sobie z nimi jakoś poradzić?

Jest dobra i zła wiadomość: świadomość na temat tego wszystkiego na szczęście rośnie, a na nieszczęście – bardzo powoli. Czy to oznacza, że pies w mieście jest przez opiekunów_ki podbiegaczy skazany na kiepskie relacje z innymi psami? Na szczęście nie. Nie jesteśmy bezradni i warto wiedzieć, jak sobie radzić z podbiegaczami.

1. Zejdź podbiegaczowi z drogi

Dla mnie naturalne jak oddychanie jest schodzenie z drogi, na której zbliża się do mnie i do Farsy inny pies. Nie idę “na czołówę” do samego końca, licząc na to, że pieski się ze sobą miło przywitają albo się zignorują. Łuk jest święty, łuk musi być, łuk jest wszystkim. Ale w przypadku podbiegacza, który nie został nauczony bycia “kulturalnym”, to za mało. Dlatego gdy widzę po drugiej stronie polany w parku, że jakiś pies pędzi bez smyczy z beztroską jednorożca skaczącego po tęczy, to spadam stamtąd. Od razu. Znikam w alejce za drzewami, żeby zwiększyć szanse na to, że psy się nie zauważą.

Nawet kiedy Farsa swoim donośnym hauhauem czy subtelnym łufnięciem i pufnięciem daje mi znać, że widzi psa, który jej się nie spodobał albo podbiegacz zdążył nas namierzyć, to nadal próbuję odejść. Staram się robić to z odwróceniem uwagi Farsy smaczkami i płynnym pociąganiem smyczy, jeśli istnieje taka konieczność. Zdarza mi się, że w takiej sytuacji podbiegacze w połowie drogi stwierdzają, że skoro nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego, to bez sensu lecieć, i zawracają.

To samo odnosi się do opiekunów_ek psów, które na widok podbiegacza przylegają brzuchem do ziemi. To nie jest zaproszenie do zabawy, lecz oznaka stresu. Zabierz psa z tej sytuacji. Chwyć go za szelki i płynnym ruchem postaraj się go pociągnąć i zachęcić do wstania i ruszenia w drugą stronę. Gdy zacznie iść i nawiąże z tobą kontakt, zachęć go dodatkowo smaczkami / zabawką. Wczesna reakcja z twojej strony zwiększa szanse na to, że unikniesz spotkania z natarczywym i niekontrolowanym psem.

2. Poproś opiekuna_kę psa o jego odwołanie

Ja wiem, ja wiem. Lwia część czytających opluła sobie teraz monitory, parskając. Jeśli człowiek podbiegacza w ogóle jest gdzieś widoczny, to możesz spróbować krzyknąć do niego, aby zawołał swojego psa. Ta metoda pomoże w jednym na pięćdziesiąt przypadków. W pozostałych usłyszysz:

  • “On chce się tylko przywitać.”
  • “Mój nic nie zrobi.”
  • “On mnie teraz nie posłucha, bo chce się bawić.”
  • “FafikFafikFafik, chodź tu, FafikFafikFafik!”
  • “To jest park – jak się nie podoba, to proszę siedzieć w domu.”
  • “Pani się nie zna na psach, psy się muszą socjalizować.”
  • ciszę wskazującą na to, że człowiek wie, że sytuacja jest niefajna i że nie kontroluje swojego psa, ale ma za mało klasy, żeby przeprosić.

Oczywiście każda z tych odpowiedzi jest zwyczajnie kiepska i świadczy o tym, że trafił ci się osobnik z rodzaju tych dzieci we mgle, które “mają psa” i z nikim i niczym wokół siebie się nie liczą. Czy jest sens z nimi dyskutować? Cóż, sama to czasem robię w emocjach i zawsze żałuję. Wracam z zepsutego spaceru z opadniętymi witkami i dogorywającą wiarą w mój gatunek. Jest za to kilka innych rozwiązań, którymi możesz spróbować pozbyć się psa podbiegacza:

  • Powiedz, że twój pies ma świerzb albo kaszel kennelowy i że zarazi podbiegacza.
  • Powiedz, że twój pies jest agresywny.
  • Wystrasz opiekuna_kę podbiegacza, że masz gaz pieprzowy i że go użyjesz (ja specjalnie w tym celu zamierzam się w gaz zaopatrzyć – oczywiście nie dla atakowania każdego podbiegacza, lecz jako straszak na wyjątkowo opornych ludzi).

3. Schowaj psa za sobą

Ta metoda całkowicie zmieniła moje spacery z Farsą, więc poświęcę jej nieco więcej uwagi. Najgorsze, co można zrobić na widok zbliżającego się podbiegacza, to pozwolić, aby nasz pies został ze swoim strachem sam. Kiedy próby odejścia i prośby o odwołanie zaczepnisia nie działają, większości z nas wydaje się, że już przepadło, że do interakcji musi już dojść. Jest jednak jeszcze jedno cenne narzędzie.

Możesz schować swojego psa za siebie i stanąć frontem do podbiegacza. Co to daje? Przede wszystkim jest to zaskakujący, ale niezwykle czytelny komunikat dla wielu podbiegaczy: “nie chcemy cię tu”. Już mnóstwo razy, stosując tę metodę, widziałam konsternację w oczach psów hamujących na mój widok. Te z nich, które mają wykształconą względną inteligencję w czytaniu sygnałów oraz instynkt samozachowawczy, po prostu odpuszczają i jest to w moich doświadczeniach około 60% podbiegaczy, a to znacznie więcej niż tych, które wrócą do wołającego je człowieka.

Jak zasłonić psa przed podbiegaczem, aby to “pykło”?

  • Stań przed swoim psem możliwie najwcześniej – w ten sposób dasz podbiegaczowi więcej czasu na ocenę sytuacji i podjęcie decyzji.
  • Stań prosto i przyjmij pewną postawę, aby podbiegacz nie miał wątpliwości co do tego, co mu komunikujesz.
  • Gdy podbiegacz będzie próbował dostać się do twojego psa, omijając cię bokiem – bądź jego lustrzanym odbiciem, kręć się razem z nim tak, żeby cały czas być do niego frontem.
  • Postaraj się w miarę możliwości nie napinać smyczy (to może wzmocnić napięcie u twojego psa), nie wybiegać naprzód i nie krzyczeć na podbiegacza, aby twój pies nie odebrał tego jako znak, że ruszacie razem do ataku.
  • Jeśli masz na tyle pewności, patrz na podbiegacza i dodatkowo wystaw nogę w jego kierunku (jeśli jednak masz wątpliwości – odpuść ten punkt).

Początkowe trudności

Na początku ta metoda nie będzie działać tak, jak sobie to wyobrażasz. Prawdopodobnie twój pies będzie szczekać, wyrywać się przed ciebie i skutecznie utrudniać ci zadanie. To normalne. Nie będzie mieć do ciebie od razu zaufania, że go wesprzesz, jeśli nie mógł na ciebie w tej kwestii liczyć do tej pory. Jednak ważne jest konsekwentne praktykowanie tej taktyki. Pies po czasie zrozumie, że warto stanąć za tobą i nie przeszkadzać w pomaganiu. Ba! Farsa ostatnio nawet po raz pierwszy sama poprosiła mnie o taką pomoc. Schowała się za mnie, gdy miała dość zabawy z psim doczepkiem. Było to dla mnie bardzo miłe doświadczenie, pokazujące, że zaczynamy sobie w tej kwestii ufać. Wierzę, że takie prośby ze strony Łaciatej będą się pojawiać coraz częściej.

Mój pies jest podbiegaczem – co robić?

Stoisz po drugiej stronie barykady i to twój pies jest podbiegaczem? Cóż, spacerowy savoir-vivre wobec innych psiarzy wymaga, abyś uniemożliwił_a pupilowi bieganie gdziepopadnie. Zanim rozwiążecie ten problem, używaj smyczy treningowej. Jeśli uważnie przeczytałeś_aś pierwszą część tekstu, wiesz już, że “witanie się” przez twojego pupila z każdym napotkanym psem nie jest zdrowe. Wynika z niewłaściwej socjalizacji i/lub z tego, że nie nauczyłeś_aś psiaka mijać bez ekscytacji większości napotkanych psów. Trenerzy i behawioryści nie bez powodu uczulają na to, że szczenię powinno wchodzić w interakcję najwyżej z jednym na pięć czy jednym na dziesięć psów. Liczby nie są tu tak istotne, jak to, że kompetentny społecznie psiak został przez człowieka nauczony, że większość mijanych pobratymców to tylko tło. Trafnie i prosto tłumaczy to Joanna Korbal: KLIK. Jeśli już wiesz, że nawaliłeś_aś w tej kwestii (albo nawalił poprzedni opiekun), to oprócz zapięcia swojego podbiegacza na smycz możesz spróbować spacerów równoległych.

Równocześnie z ćwiczeniem przywołania ćwicz z wykorzystaniem smyczy treningowej rezygnację (o której również pewnego dnia skroję osobny tekst). Potrzeba czasu, aby zmienić model zachowania, jakim jest podbieganie. Zwłaszcza, jeśli pozwalałeś_aś na to psu przez lata… Dlaczego jednak to takie ważne?

  • To kwestia kultury – twój pies podbiegacz rujnuje czyjś trening, spacer, pracę, postępy. To tak, jakbyś ty podbiegał_a w parku do obcych osób i je znienacka popychał_a dla własnej zabawy. Gdybyś to ty był_a osobą zaczepianą, to cóż, też by ci w końcu odbiło.
  • Nawet jeśli twój pies “nic nie zrobi”, to nie wiesz, czy psiak, którego zaczepia, w strachu nie zareaguje agresją lękową, a twój pupil nie zostanie pogryziony i nabawi się traumy.
  • Psiak, którego zaczepia twój podbiegacz, może nie być zdrowy i zarazić twojego chorobą zakaźną.
  • Opiekun_ka zaczepianego psiaka może w złości uderzyć czy kopnąć twojego psa, użyć gazu pieprzowego lub zadzwonić na straż miejską czy policję ze zgłoszeniem, że twój pies puszczony samopas stwarza zagrożenie.

Wyobraź sobie najdokładniej jak umiesz te wszystkie sytuacje i zastanów się, czy warto ryzykować.

Jak mądrze socjalizować ze sobą psy?

Wszystko, o czym dziś napisałam, bynajmniej nie oznacza, że od tej chwili twój pies ma nie mieć żadnych bezpośrednich kontaktów z pobratymcami. Powinien je mieć, jednak dokładnie na tej samej zasadzie co ty z innymi ludźmi. Nie spędzasz przecież czasu i nie uzewnętrzniasz się przed byle kim. Inicjujesz spotkania i rozmowy z ludźmi, których lubisz i którym ufasz. Dokładnie takich samych interakcji potrzebują psiaki. Farsa ma swoje grono psich znajomych, z którymi spaceruje zarówno na smyczach, jak i bez nich. Zna te psiaki i wie, czego się po nich spodziewać. Czerpie od nich nowe umiejętności i dużo wsparcia, więc bardzo lubimy się z nimi spotykać.

Nie oznacza to oczywiście, że nie pozwalam Farsie poznawać nowych psów. Robię to, ale w kontrolowany sposób. Umawiam się czasem na spacery równoległe, aby Farsa miała okazję obyć się z obecnością i zachowaniami nowego kolegi czy koleżanki. Co jest jeszcze ważne?

  • Nie odciągaj psa na smyczy, gdy jest w trakcie interakcji z pobratymcem, w której nie dzieje się nic niepokojącego – poskutkuje to wejściem na wysokie emocje.
  • Wybieraj dla swojego psiaka czworonożnych znajomych, którzy mają odpowiedni dla niego styl bycia i zabawy.
  • Nie dopuszczaj do tego, aby zabawa w “berka” zamieniła się w pogoń tylko jednego psa za drugim.
  • Obserwuj uważnie zabawę i bądź wnikliwy_a w odczytywaniu mowy ciała obu zwierzaków.
  • Unikaj psich spędów, jak wieloosobnikowe spotkania na polanach, zjazdy miłośników ras czy pełnych psich parków – w takich okolicznościach trudno o jakąkolwiek kontrolę.
  • Kiedy coś zacznie iść nie tak – zwróć na siebie uwagę swojego psa i spokojnie odejdź.

Jeśli masz swoje przemyślenia i strategie związane z tym, jak radzić sobie z psami podbiegaczami, daj znać w komentarzu.

Jeśli uważasz, że ten tekst może pomóc innym opiekun(k)om – przekaż go dalej!

8 thoughts on “Psy podbiegacze – jak sobie z nimi radzić?

  1. Co jeśli mam dwa psy (oba zawsze na smyczy), niestety reaktywny pudel średni Olaf i suczka pitbulla Adela, która jest bardzo dobrze socjalizowana.
    Zawsze gdy jakiś pies podbiega pudel znaczyła szczekać a Adela broni zasłaniając go, ale nie jest agresywna, a ciekawska.
    Psy zawsze wtedy reagują pokazując zęby, warcząc i szczękając na Adelę.
    Jak radzić sobie z takimi psami?

    1. Myślę, że w takiej sytuacji warto w miarę możliwości wychodzić z psiakami w zapsione miejsca osobno (dopóki problem nie zmaleje bądź się nie rozwiąże). Niestety skoro Olaf szczeka, a Adela faktycznie czuje konieczność chronienia go, to żaden z psiaków nie czuje się w tych interakcjach z podbiegaczami bezpiecznie (a szczekanie jednego psa nakręca drugiego do działania). To Ty musisz przejąć inicjatywę i pokazać obu psiakom, że mogą na Ciebie liczyć, ale trudno będzie Ci to zrobić, kiedy musisz operować w całym kociołku dwiema smyczami. Warto pomyśleć, co mogłoby pomóc pudlowi w podwyższeniu progu reakcji (treningi mijania, rezygnacji, spacery równoległe, itd.). Pozdrawiamy!

  2. Wiemy coś o tym wszystkim. Nasz malamut nie lubi, jak ktoś na niego szczeka. Jak widzimy podbiegaczy to smycz przejmuję ja:) 120 kg homo sapiens :] Togo jest jeszcze młody więc i nieco porywczy. Konsekwencja i czytanie zachowania psów daję radę. Chodzi o to, żeby czytać i jednego i drugiego. Jeżeli będzie tylko buzi buzi to zezwalamy. Jeżeli drugi jest agresywny, to wtedy podejmujemy stanowcze działania. Pies zasłonięty w miarę możliwości lub do samochodu. Nie ma co Panikować. Raczej martwimy się zawsze o tego drugiego:) Togo jest zazwyczaj większy:P

    Pozdrawiam

    1. Zawsze to pół biedy jak psiak chociaż robi jakieś wrażenie / ma się czym bronić. 😀 Moje 12 kg niepewności niestety nie budzi respektu ani w ludziach, ani w psach. Ale grunt to znaleźć i wyśrodkować to, co działa na konkretnego psa. Pozdrawiamy!

  3. Masz rację, to jest jeden z najważniejszych tekstów i też żałuję, że nie wiedziałam wielu z tych rzeczy wcześniej.
    Niestety pokutuje przekonanie, że psy ciągną jak szalone do innego psa bo się CHCĄ przywitać i z tym przekonaniem spotykam się nie tylko u właścicieli, ale również na blogach teoretycznych “znawców” psów, którzy piszą o tym jak to uniemożliwiając psu witanie się na smyczy z każdym Burkiem znęcasz się nad psem i zabijasz w nim radość życia (serio, serio).
    Też przez pierwszych kilka tygodni po adopcji byłam podbiegaczem, niestety mało wiedziałam o psach i święcie wierzyłam, że w ten sposób psa socjalizuję i jestem dobrym opiekunem, nie takim jak ci okropni ludzie, którzy trzymają swoje psy z daleka i jeszcze zwracają mi uwagę, że czemu pozwalam psu do nich podbiegać.
    Zaczęłam szukać i czytać kiedy zauważyłam, że bardzo często psy tych innych, okropnych ludzi, którzy zwrócili mi uwagę, nawet bez smyczy, chodzą sobie spokojnie zataczając ósemki wokół swojego opiekuna zamiast wyrywać z dzikim pędem na wszystko co się rusza.
    Ostatecznie przekonało mnie gdy sama przejęłam kontrolę nad tym kto ma dostęp do mojego psa (zasłanianie, odwrócenie uwagi i odejście) i okazało się dokładnie tak jak piszesz, że pies odetchnął z ulgą, przestał szarpać a nawet czasem już zaczyna szukać u mnie ochrony zamiast próbować sobie zawsze poradzić po swojemu.
    Warto zwracać ludziom uwagę, nawet jeśli jedna na 20 osób załapie to to już jest o jednego podbiegacza mniej.

    1. Ach, Farsa również była psem podbiegającym jako młodziak. Nam uwagę zwrócił trener. Od tamtej pory Farsa chodziła po parku wyłącznie na 10-metrowej lince, dopóki nasze przywołanie nie osiągnęło odpowiedniego poziomu. Także człowiek może wszystko zrozumieć i wszystkiego się nauczyć, o ile potrafi wykazać minimum empatii i otwartości. Cieszę się, że te techniki u Was pomogły. W 100% zgadzam się z ostatnim zdaniem, tylko życzyłabym sobie i wszystkim świadomym psiarzom i psiarom nadludzkiej cierpliwości i braku przedwczesnej siwizny. 😀

  4. Ostatnio miałam 3 sytuacje pod rząd w ciągu 2 dni kiedy pies był na smyczy (!) i poprosiłam właściciela żeby zabrał swojego psa i nie dopuszczał do mojego bo mój się boi (ewidentnie położył się, skulił uszy). Raz usłyszałam, że ,,jego pies też się boi” i nadal popuszczał flexi smycz. Za drugim razem Pani udała, że w ogóle nie słyszy mojej prośby i mówiła do swojego psa ,,Mini, przywitaj się grzecznie, no przywitaj się z pieskiem ładnie”. Za trzecim razem Pan odpowiedział na moją prośbę o zabranie psa i argument, że mój się boi, że ,,wcale się nie boi i pieski muszą się poznać” (swoją drogą- kto ustalał te zasady?) a kiedy zaargumentowałam, że chyba znam swojego psa to usłyszałam ,,że nie znam ale jeszcze poznam”. Mam wrażenie, że na każdy spacer idę pełna lęku co tym razem się wydarzy… Ludzie nie liczą się z innymi

    1. Brr, najgorsze typy domorosłych januszów behawioryzmu! Znamy to niestety aż za dobrze. Dużo cierpliwości i jak najmniej takich ludzi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *