Czego uczy mnie praca z lękliwym psem?

praca z lękliwym psem

Farsa nie jest moim pierwszym psem. Jest za to moim pierwszym lękliwym psem. Oznacza to, że muszę z nią pracować inaczej niż z dotychczasowymi pupilami. Jest to jazda bez trzymanki na pełnej szalonych kierowców autostradzie. Jeśli jesteś mną i zdawałaś na prawko w Ostrowcu Świętokrzyskim, po którym jeździ się na pamięć, to musisz teraz całkowicie zmienić styl jazdy.

Jajko z niespodzianką

Farsa została znaleziona wraz z rodzeństwem jako jednodniowa krewetka w foliowej torbie. Zamiast mleka matki dostawała ze strzykawki i butelki pokarm instant dla rekonwalescentów, a w zastępstwie ciepła matczynego ciała musiała się zadowolić kółkiem grzewczym i kocami. Nie mogłam mieć pojęcia o tym, co się kryje w genach mojego szczeniaka. Ponadto, pewne tendencje psa, również do lękliwości, kształtują się już w okresie prenatalnym. Sam stres ciężarnej suki może mieć swoje konsekwencje dla rozwijających się szczeniąt. Nie mówiąc już o tym, jak na Farsę mógł wpłynąć fakt, że wychowali ją ludzie i niespokrewnione z nią psy, a nie matka. Mówi się, że szczenięta zbyt wcześnie odseparowane od suki są bardziej narażone na lęk separacyjny, reaktywność i agresję lękową. Challenge accepted! Adoptując Farsę, od początku starałam się traktować ją jak zwykłego szczeniaka i nie fiksować się na tym, jak jej trudny start wpłynął na rozwój jej charakteru. I uważam, że to kosmicznie ważne. Pewna behawiorystka powiedziała mi kiedyś cenną myśl: “Jeśli skupisz się za mocno na przeszłości psa, to go ograniczysz – i tak nie poznasz jej w stu procentach, a jeśli dopowiesz sobie do niej własną historię, możesz błędnie zinterpretować psa. Po prostu z nim pracuj, mając na uwadze to, jaki jest teraz”. Właśnie dlatego nie robiłam z Farsy i staram się nie robić teraz psa wybrakowanego albo trudnego.

Walka z własnymi wyobrażeniami

Mój ukochany pies w typie owczarka niemieckiego, Atos, spędza emeryturę u rodziców. Uważam go za zwierzę ze wspaniałym charakterem. Praca z nim często była dla mnie przyjemnością. Potrafi się, jak na owczarka przystało, mocno skupić na człowieku i niewielu rzeczy się boi. Sądziłam długo, że to mój typ i że taki będzie też mój kolejny pies.

Świat zamiast tego przysłał mi niepewną siebie sukę, którą paraliżuje dźwięk odbijanej przez młodzież na boisku piłki albo śmiech 5-letniego dziecka. Na domiar wszystkiego suka ta nie umie skupić się na treningu dłużej niż 5 minut, strzela fochy, gdy czegoś nie rozumie i w ogóle sama sobie rób te bzdury, matka.

praca z lękliwym psem

Szczerze? Byłam tym przerażona. Bałam się, że moje preferencje i wyobrażenia nie pozwolą mi na stworzenie bliskiej i pozytywnej relacji z Farsą. Że praca z lękliwym psem mnie przerośnie. Ale wydarzyło się coś niesamowitego. Zrozumiałam, że łączy mnie z charakterem tego psa więcej niż mi się wydawało. Sama na studiach zmagałam się m.in. ze stanami lękowymi i były ważnym tematem na moich sesjach terapeutycznych. Czasem stresują mnie absurdalne rzeczy, które nie są dla mnie rzeczywistym zagrożeniem. Sama cały czas uczę się panowania nad emocjami w momentach, w których nie jestem czegoś pewna. Kiedy to wszystko do mnie dotarło, frustracja, bezradność i poczucie, że jesteśmy z Farsą niedopasowane, ustąpiło realnemu zrozumieniu i empatii. Skumałam, że muszę być dla mojej suki jak wycieraczki przedniej szyby – przecierać jej widok na to, czego nie jest pewna. Odwracać jej uwagę od tego, co ją niepokoi i pomóc jej zyskać kluczową w tym wszystkim pewność siebie.

Chronić, wspierać, pchać do przodu

Wiem też, że błędem z mojej strony było to, że zostawiałam Farsie bardzo szerokie pole do rozwiązywania problemów samodzielnie. Obcy człowiek pcha do niej łapy, a ona nie chce? Niech sobie poradzi i odejdzie. Pies na horyzoncie? Niech to ogarnie. Szczeka na wszystkie możliwe psy? Oleję to i pójdę dalej, to zobaczy, że nic się nie dzieje. Tyle, że nie wzięłam pod uwagę, że te wszystkie trudności to było dla niej za wiele. Praca z lękliwym psem nie powinna polegać na zostawieniu go samemu sobie. Potrzebowała mojego wsparcia, a czasem – mojej interwencji.

Zaczęłam jej więc zakładać w pracy żółtą chustkę z napisem: “nie dotykaj”, a natrętnych klientów – uczulać, że to nie publiczna maskotka i żeby jej nie osaczali, kiedy sama nie szuka kontaktu. Przestałam ignorować jej wściekłe szczekanie na inne psy. Zaczęłam z nią pracować nad skupianiem uwagi. Za zaprzestanie szczekania i spojrzenie na mnie wrzucam jej do gardła smaczki i chwalę ją melodyjnym tonem, jakby własnie odbierała Nobla. Czasem, aby przerwać spiralę jej narastającej paniki, zaczynam machać szarpakiem i pajacować na oczach całego parku, zapraszając ją do zabawy i wyładowania emocji na zabawce. Efekt? W ciągu trzech tygodni problem szczekania na inne psy i “podejrzanych” ludzi znacząco zmalał. Farsa zaczyna czasem sama szukać wsparcia we mnie zamiast drzeć japę w eter. I to wsparcie dostaje.

Tylko spokój może nas uratować

Praca z lękliwym psem to także duże wyzwanie dla mojego charakteru. Nie jestem najspokojniejszą ani najbardziej cierpliwą osobą na planecie. Potrafię się łatwo wkurzyć, nie umiejąc tego skutecznie ukryć. Wydzieram się i trzaskam drzwiami, czasem z błahych powodów. To nie brzmi jak materiał na przewodniczkę lękliwego psa, prawda? Ale nie ma lekko – trzeba. Farsa bardzo reaguje na moje nastroje i jeśli są one marne, stara się wyczerpać na mnie repertuar sygnałów uspokajających albo chowa się w najciemniejszym kącie. No więc cóż, muszę uważać. Pracować nad sobą, żeby była mowa o jakiejkolwiek pracy z moim wrażliwym szczeniakiem.

praca z lękliwym psem

Rozwój to teraz mój obowiązek

Kiedy wyjechałam na studia i nie miałam na co dzień psa, owszem, coś tam czytałam, zrobiłam jeden kurs behawiorystyczny, ale nie był to jakiś niesamowity rozwój, jeśli o szkolenie psów chodzi. “Bawiłam się” w inne rzeczy, rozwijałam inne swoje pasje, ale moja praca z psami leżała i kwiczała, nawet mimo tego, że wyprowadzałam psy w schronisku, próbując je uczuć komend i chodzenia na smyczy. Teraz nie ma przeproś. Praca z lękliwym psem wymaga ode mnie trzymania w ryzach siebie samej. To, co sprawdziło mi się w szkoleniu Atosa, nie działa z Farsą. Kiedy więc mamy przed sobą jakieś wyzwanie, to sięgam do książek, Internetu, opinii innych psiarzy, byłam też z Farsą na jednym treningu, zanim uziemił nas koronawirus. Teraz, gdy mam więcej wolnego, chętnie leżałabym rozwalona na kanapie z dziewczyną, kotami i Netflixem od rana do wieczora, ale wiem, że każdy dzień olania treningu – czy to w domu, czy w parku – sabotuje rozwój mojego psa, a wręcz go cofa. Jest to ogromna motywacja, żeby na przekór własnym problemom i lenistwu wziąć się do roboty. Jestem za to Farsie kosmicznie wdzięczna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *