Dlaczego “Psi terapeuta w akcji” na Netflixie nie nauczy cię, jak pracować z psem

Kiedy pojawił się Psi terapeuta w akcji na Netflixie, byłam bardzo zaciekawiona. Liczyłam, że może ktoś w końcu pokaże na ekranie pracę z trudnymi psami i nie będzie przy tym bezmyślnym przemocowcem jak mój “ulubieniec”, Cesar Millan. Niestety – rozczarowałam się.

Kim jest psi terapeuta?

Gwiazdą programu jest Jas Leverette, właściciel szkoły Cali K9 w Kalifornii. Jak dowiadujemy się na początku pierwszego odcinka Canine Intervetion, bierze psy, których nikt nie chce z powodu ich agresji, a samo ich szkolenie to dla niego przede wszystkim praca nad podejściem opiekuna. Jeśli zechcemy dowiedzieć się przed seansem programu, z kim będziemy mieć do czynienia, to na stronie Cali K9 poczytamy inne, obiecujące rzeczy. Na przykład, że Jas ma doświadczenie zarówno z psami “kanapowymi”, jak i sportowymi, psami-przewodnikami oraz pracującymi dla organów ścigania. W zakładce o metodach, które stosują trenerzy Cali K9, znajdziemy piękne ogólniki o tym, że indywidualne potrzeby psa są na pierwszym miejscu i że każdy opiekun zwierzęcia dostaje specjalny program, który najlepiej odpowie na jego potrzeby. W zwiastunie programu zarówno pitbulle i belgi, jak maltipoo oraz psy schroniskowe. Miało być tak pięknie…

A jednak Netflix spotkał się z głosami zdecydowanego sprzeciwu dla decyzji o emisji programu. Nie tylko trenerzy i trenerki z całego świata wypowiedzieli się w sieci na ten temat. Powstała nawet petycja przeciwko dalszej obecności Canine Intervention na platformie. Oto jej treść (wybaczcie koślawe tłumaczenie):

Od ponad dekady walczyliśmy z popularyzacją nieludzkiej tresury zwierząt w telewizji. Ten typ komercjalizacji dla rozrywki jest barbarzyński, nie służy ludziom ani ich ukochanym zwierzętom towarzyszącym.

Program “Canine Intervention”, emitowany w serwisie Netflix od 24 lutego, przedstawia trenera, który demonstruje używanie dławików, kolczatek oraz obroży elektrycznych w swoich mediach społecznościowych. Nie chcemy kolejnego Cesara Millana w telewizji, który pokazuje nieludzkie techniki szkolenia zwierząt.

Oto link do stanowiska American Veterinary Society of Animal Behaviour:

Z oświadczenia AVSAB na temat spopularyzowanego programu Cesar 911:

<Metody szkolenia oparte na karach mogą być propagowane przez osoby, które nie doceniają obecnej nauki w zakresie szkolenia psów. Choć takie metody mogą na krótki czas skutkować, nauka mówi, że mogą zaostrzać strach zwierzęcia i zwiększać jego agresję w dłuższej perspektywie. Kiedy problematyczne zachowanie wiąże się z negatywną reakcją na inne zwierzę, próba wywołania niepożądanego zachowania, aby można było je „skorygować”, jest nie tylko nieskuteczna, ale naraża zwierzę na obrażenia. Takie metody szkolenia są niedopuszczalne>.

Podpisując tę petycję, pomagasz nam stać się silniejszym głosem kierowanym do Netflixa, aby anulował on emisję programu.”

Jakie metody szkolenia stosuje Jas Laverette?

Sama chciałabym wiedzieć… Kiedy włączasz show Millana, gadkę o potrzebach i instynktach szybko przysłoni ci lanie psa po pysku czy przygniatanie go do ziemi. Jas niczego takiego na antenie nie robi. Ba, łatwo mu uwierzyć, że jego system treningowy jest oparty głównie na pozytywnych metodach…

Ładnie opakowana teoria dominacji

Niestety już we wstępie pierwszego odcinka Jas stwierdza, że “psy muszą ufać liderowi stada”. Potem już co chwila z pasją opowiada o potrzebie zdominowania swojego psa, zanim on zdominuje nas. Tłucze klient(k)om do głów, że muszą być alfa i że zwierzę musi ich szanować (mam wrażenie, że trener niekoniecznie pojmuje “szacunek” w zdrowym oderwaniu od personifikacji psa). Takie bajki i używanie raniących, cieniutkich dławików ugładzane są pięknymi opowieściami o konieczności zrozumienia potrzeb psa, motywowaniu go i wyzwalaniu w jego organizmie dopaminy.

Pozwolę sobie najpierw wyjaśnić: daleko mi do naiwnej wiary, że WSZYSTKO i z KAŻDYM psem można wypracować pozytywnie, smaczkami i głaskami. Nie uważam, że możemy ochronić nasze psy za wszelką cenę przed każdym, najmniejszym skokiem kortyzolu. To nie jest możliwe. Strach i stres same w sobie mają dużą wartość ewolucyjną, jednak ich zbędne namnażanie nie prowadzi do niczego dobrego. Żadna skrajność nie jest dobra i z tym chyba wszyscy się zgodzimy. Nie pracuję z pitbullami czy maliniakami z piekielnie silnym popędem łupowym ani z psami mającymi na koncie poważne pogryzienia. Wiem jednak, co na temat teorii dominacji mówi współczesna nauka, że psy to nie wilki (nie tworzą z nami stada, więc nie jest potrzebny “alfa”), a stosowanie awersyjnych metod w przypadku lękowego, impulsywnego psa po czasie może przynieść bardzo przykre konsekwencje.

Jas Laverette i pies w typie pitbulla ze schroniska w szkole Cali K9, źródło: Netflix.

Manifest siły

Z manifestem siły wiążą się właściwie wszystkie punkty, które wypiszę niżej. Natomiast warto sobie uzmysłowić, dlaczego Laverette, Millan i wielu trenerów i behawiorystów z tęsknotą i uporem maniaka kultywują zdezaktualizowaną teorię dominacji (którą obalił we własnej osobie jej twórca). Jest w nas niewątpliwie paskudna część, która każe nam rządzić istotą mniejszą niż my. Chcemy czymś władać: najlepiej, jeśli jest to żywa istota, która nie ma szansy z nami wygrać. Dodatkowo biorąc psa, mamy wobec niego jakieś roszczenia. Powinien nas “szanować” i “być wdzięczny” za to, że się nim opiekujemy. Niemal pękło mi serce, gdy oglądałam odcinek z maltipoo o imieniu Heaven. Poznajemy w nim inteligentnego, wrażliwego chłopca, który wychowuje się w domu bez ojca. Fakt, że jego bracia służą w marynarce wojennej, napawa go lękiem, że ich straci. Czego się dowiaduje od Jasa w toku treningu? Że musi być głową rodziny i liderem stada. Że musi być twardy i manifestować swoją władzę nad małym, białym pieskiem, który został najzwyczajniej w świecie zbyt rozpieszczony. Brakowało w tej męskiej gadce tylko: “nie bądź mięczakiem”, choć nie zdziwiłoby mnie, gdyby takie słowa padły poza okiem kamery.

Szkolenie psa bez udziału jego opiekuna

Lady Makbet i Blue to psy w typie pitbulla. Oba miały inne historie i problemy. Nie wiedzieć czemu, Jas zabrał je na kilka tygodni do swojej szkoły. Nie jest to nic odkrywczego, że taki system szkolenia nie ma większego sensu, bo brak tu tak podkreślanej przez trenera nauki dla ludzi. Specjalista zabiera psa, “robi” go i oddaje “gotowego” opiekunom. Gdzie w tym miejsce na budowanie poprawnej relacji między psem a przewodnikiem? Na zacieśnianie więzi, fundamentalne zaufanie, naukę w praktyce? Według programu proces terapii behawioralnej i szkolenia to wizyta w domu opiekuna, zgarnięcie psa na szkolenie z dala od znanego mu środowiska i jedno-, maks. dwudniowe zademonstrowanie klient(k)om, jak postępować ze zwierzęciem. To piękny montaż, nic więcej. Utwierdza widza w szkodliwym przekonaniu, że praca nad zachowaniami agresywnymi to proces mniej więcej tak wymagający jak upieczenie ciasta. A także w tym, że behawiorysta zrobi za nas wszystko (spoiler: nie zrobi).

Blue – szczenię w typie pitbulla, źródło: Netflix.

Awersja i flooding

Co robi Jas, kiedy pies oponuje przed wykonaniem zadania? Prosi montażystę, aby w tym niewygodnym miejscu uciął scenę (jeśli ma się minimum wiedzy o psiej mowie ciała, to można to zauważyć w całej masie momentów). Druga opcja to zaholowanie siłą bezradnego psa na cieniutkiej pętli (np. na skrzynię treningową). Trzecia to karcenie słowem i szarpnięciem… również za to, że pies wysłał w ekstremalnej dla siebie sytuacji istotny sygnał, jakim jest warczenie. A dalej już wchodzi Cesar-Millan-wanna-be… Jas stosuje metodę tak zwanego floodingu. Metoda ta polega na “wrzuceniu psa na głęboką wodę”, czyli w potężny ocean bodźca, na który pies reaguje stresem. Możemy na ekranie zobaczyć, jak gryząca maszyna zmienia się obok innych, pewnych siebie psów w potulnego baranka. Co bardziej wprawne oko zobaczy też jednak, że to nie spokój i zdrowo wygaszone emocje – to paraliż, bezradność, przerażenie tak silne, że pies nie wie, co zrobić, więc tkwi w bezruchu. To tylko na pozór działa. W istocie flooding może w przyszłości wpędzić psa w depresję, pogłębić jego lęki i finalnie zaognić problem, bo zwierzę pewnego dnia po prostu pęknie.

Uniemożliwianie psu eksploatacji na spacerach

Psi terapeuta w akcji uczy, że poprawne chodzenie na smyczy oznacza nieodrywanie psiej głowy od łydki czy uda przewodnika. Jas wpaja swoim podopiecznym bardzo szkodliwe przekonanie, że spacer jest dla człowieka, a nie dla psa. W związku z czym zwierzę nie może realizować swoich naturalnych potrzeb gatunkowych, jakimi są węszenie oraz eksploracja. Dodajmy, że węszenie w sytuacjach stresowych to dla psa pomocny sygnał uspokajający, który pomaga mu unikać konfliktów. Pan trener albo nie ma podstawowej wiedzy w tym zakresie, albo bardzo chce o niej nie pamiętać, bo najważniejsze, żeby jego ego samca alfa było nakarmione i żeby pies szedł jak żołnierz.

Jas i Blu podczas treningu w szkole Cali K9, źródło: Netflix.

Nieodczytywanie sygnałów wysyłanych przez psa

Jas karci psy za warczenie (czyli niezwykle cenny sygnał ostrzegawczy), ale nie odczytuje również masy innych, wydawałoby się, podstawowych znaków, jakie dają mu zwierzęta. Dajmy na to: spaceruje Jas, opiekun, opiekunka i pies. Trener demonstruje, jak prowadzić zwierzę (czyli, jak już wiemy, w sposób wojskowy). Oddaje smycz swojemu opiekunowi, aby ten zrobił to samo. Gdy pies w sposób ewidentny zaczyna szukać wsparcia w Jasie (zapewne dlatego, że w ciągu kilku tygodni szkolenia obdarzył go zaufaniem), opiekun wedle wskazówek rzuca raz po razie żandarmerskie: “NOŁ! NOŁ!”, jednocześnie dławikiem i siłą przywołując pupila do porządku. Inny przykład: Jas nieraz pochyla się od frontu nad psem i głaska go po głowie, choć w pierwszym odcinku strofuje słusznie znajomego swojego klienta, że tak się nie robi. Lista wpadek niestety jest długa i oglądając Psiego terapeutę w akcji, można grać w grę polegającą na ich wyłapywaniu.

Czego dobrego uczy Psi terapeuta w akcji na Netflixie?

Nie byłabym uczciwa, mówiąc, że ten program to samo zło i że Jas ma identyczne podejście do psów co Cesar. Z dobrych rzeczy Canine Intervention uczy, że:

  • pies potrzebuje motywacji do współpracy z człowiekiem i że dla każdego zwierzęcia co innego będzie najlepszym motywatorem,
  • agresja zawsze ma swoją przyczynę i wiele psów wykazujących zachowania agresywne da się “naprawić”,
  • jeśli pies jest szkolony pod kątem obrony, to nie oznacza, że jest agresywny,
  • małe psy towarzyszące również powinny znać podstawy posłuszeństwa,
  • psa należy traktować jak psa, a nie człowieka,
  • schroniskowe psy często mają w sobie ogromny potencjał do pracy.

Czy warto obejrzeć?

Mimo powyższych punktów – moim zdaniem nie warto. Jeśli nie masz pogłębionej wiedzy na temat szkolenia i behawioru psów, możesz ulec urokowi Jasa i pozorom, że jego metody bazują na motywacji i pozytywach. Ponadto widzisz, że to, co robi trener, działa i w pewnym momencie zapominasz, że to tylko profesjonalnie zmontowany zlepek najlepszych materiałów. Program Millana ani Canine Intervention nie mają nic wspólnego z realiami treningu i pracy behawioralnej. Nawet jeśli wyciągniesz z niego jedną dobrą rzecz, to przyklei się przy tym do twojej głowy pięć złych. Po co to? Jest mnóstwo wartościowych książek i filmów (również dostępnych bezpłatnie na YouTube), stworzonych przez ludzi, którzy przekażą ci ogrom cennej wiedzy bez otoczki zbędnej i szkodliwej konwencji popularnego programu. Obejrzałam, żebyście wy nie musieli i na pewno do programu nie wrócę.

6 thoughts on “Dlaczego “Psi terapeuta w akcji” na Netflixie nie nauczy cię, jak pracować z psem

  1. Mówi Pani, że nie miała styczności z psami ras groźnych i nie pracowała z nimi, ale wypowiada się Pani jak osoba mająca kilkuletnie doświadczenie. Czy na agresywnego, lękliwego psa rasy groźnej podziała wąchanie trawki? Już widzę jak Pani swoją wrażliwością uspokaja takiego psa.
    Nie twierdzę, że wszystko w tym serialu jest dobre, ale też nie oceniajmy każdego psa biało – czarno i nie wrzucajmy ich do jednego worka.
    Mialam styczność również z wieloma psami i jednemu wystarczy kilka smaczków a inny musi być szkolony dziennie po kilka godzin.
    Teoria dominacji to przeszłość? W porządku, proszę to powiedzieć owczarkowi kaukazkiemu, który od małego próbuje człowieka zdominować.

    Skoro tak wiele ma Pani do powiedzenia na temat szkolenia psów w USA, może lepiej jakby się Pani wypowiedziała na temat liczb, które mówią nam o ich usypianiu każdego dnia.

    1. Odnoszę wrażenie, że wyczytała Pani z mojego tekstu tylko 1/20 tego, co napisałam, a resztę dopowiedziała Pani sama. 🙂

      Zatem jeszcze raz: daleko mi do twierdzenia, że na każdego psa działa w każdej sytuacji, jak to Pani ujęła, “wąchanie trawki”.

      Czy napisałam, że z każdym psem pracuje się tak samo? Czytam, czytam i tez nie widzę. 😉

      Również “mam styczność” z masą psów, bardzo różnych, na przykład przy okazji pracy w schronisku. Toteż naprawdę nie trzeba mi nauki, że każdy pies jest inny. Bo to stwierdzenie, oprócz tego, że jest oczywiste, nie usprawiedliwia wielu teorii i praktyk widzianych w serialu.

      Teoria dominacji… tak, to przeszłość. Tu pozostaje mi odesłać do źródeł. Dyskusja na temat mocnych psów, jak kaukazy, raczej nie nadaje się na przestrzeń komentarzy, natomiast nie mylmy podstawowych zagadnień. Nikt rozsądny nie twierdzi, że dominacja u psów nie istnieje. Oczywiście, że istnieje. Nie jest ona natomiast tym, co ukuł (i co sam lata później obalił) Fisher. “Teoria dominacji” NIE równa się “dominacja”. Dominacja u psów istnieje, ale nie w takim znaczeniu, że nasz pies to domowy wilk i że nasza relacja z nim jest “wilcza”. Usystematyzowanie wiedzy i zagadnień jest kluczowe, aby o tym rozmawiać.

      Nie wiem, co ma na celu odniesienie do usypiania psów w Stanach. Że jest i że są to duże liczby? Owszem. Fajnie, że Jas o tym wspomina w swoim odcinku o schroniakach. Ale co jest receptą? Ten jeden odcinek tego serialu? Nie sądzę. Serial to show. Jak napisałam – zlepek zmontowanych materiałów. Mówi tyle, że z psami warto pracować i że są różne. Nie uczy jednak, jak to robić, żeby psom i ludziom żyło się ze sobą lepiej. Nie ma żadnej wartości w tym, że mr John po seansie założy swojemu niesfornemu psu dławik, zabroni mu węszyć i wrzuci go w tym dławiku np. na psi wybieg, usadzając go krzykiem i siłą, aby przerażonego pobratymcami zwierzaka lęk i przemocowe zachowanie przewodnika stłumiły na amen. To raczej nie są metody, które zmniejszą liczbę eutanazji.

      Pozdrawiam serdecznie!

    1. Oczywiście!
      Moi faworyci, jeśli chodzi o przekaz darmowej oraz płatnej wiedzy to:
      – Asia Korbal i jej webinary na Dogedu.pl
      – projekt “Co mówi pies?” Irka Czerniejewskiego i Alicji Milewskiej
      – projekt Balans.dog
      – materiały Pauli Gumińskiej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *