Szelki guard Dog’s Profit – recenzja. Czy warto je kupić?

szelki guard

Na Black Friday dorwałam ze zniżką nowe szelki od Dog’s Profit. Wybrałam guardy ze wzorem Zombieland. Szukałam dla Farsy czegoś ładnego, ale też trwałego i mającego regulację, dzięki której mała nie wyrosłaby mi z szelek po tygodniu. Jakie są moje odczucia po ponad miesiącu użytkowania?

Rozmiar na szczeniaka, czyli jaki?

Wybór szelek dla Farsy spędzał mi sen z powiek. Serio, z zabudowanych, miękkich step-inów, które dostałyśmy w prezencie, moje szczenię wyrosło dosłownie po tygodniu. Zaczęłam więc szukać nowych. Zrezygnowałam jednak z tego rodzaju, bo step-iny to często morderczy obcieracz pachwin. To rzadko jest dobra opcja dla krótkowłosych psów, które jeszcze nie umieją dobrze chodzić na smyczy. Poza tym do guardów mam większe zaufanie, jeśli chodzi o wpływ na wzrost kości u szczeniaka oraz fakt, że z dobrze dopasowanych pies nie ma prawa się uwolnić.

Większość guardów – jeśli nie wszystkie – ma regulację na każdym pasku. Jest to wspaniała sprawa, gdy ma się rosnącego psa. Problem jednak w tym, że w przypadku wielu marek jest to maks. 10 cm zapasu, a Farsa miała wtedy fazę największego wzrostowego wyskoku. Odkryłam, że guardy od Dog’s Profit w rozmiarze M dają mi aż 20 cm możliwości. Konkurencjo, ucz się. Poza tym moje małe łaciate ma bardzo wąską szyję i z niektórymi upatrzonymi szelkami problemem było to, że choć grały rozmiarowo na obręczy piersiowej, to obręcz szyjna była znacznie za duża. Z guardami od Dog’s Profit nie mam tego problemu. Powiększam szelki za pachwinami, jak tylko przestają się dopinać, a na szyi wciąż są maksymalnie zmniejszone.

Printy, które w głowie się nie mieszczą

Twórcy tej marki muszą mieć niesamowite głowy. Szukałam czegoś kolorowego, zabawnego i nieoczywistego. I wtedy odkryłam print o nazwie Zombieland.

Jednorożce zombie? Coś pięknego! Trochę dziecięco, trochę dziewczęco, trochę creepy i z jajem. Bierę! Kolory jak najbardziej okazały się w realu równie zachwycające, jak na zdjęciach produktu.

Można dodatkowo wybrać sobie kolor okuć. Ja wybrałam czarny mat, choć polecam nastawić się psychicznie na to, że jak w przypadku większości malowanych kółek, w kontakcie z karabińczykiem smyczy farba szybko się zedrze i zostanie surowy, stalowy kolor. Szkoda, ale bez przesady. Nie wpływa to na funkcjonalność szelek ani na ich ogólny wygląd po dłuższym czasie.

Less waste? Why not!

Zawsze, gdy zamawiam coś przez Internet, zastanawiam się, czy właśnie przyczyniłam się do wyprodukowania dużej, zbędnej ilości plastikowej folii i wkurza mnie, gdy sklepy pakują mi kartoniki w milion warstw śmieci. Bo wiecie, nasza planeta umiera i byłoby miło, jakbyśmy się wreszcie ogarnęli i zaczęli myśleć o tym, jak nasze codzienne – małe i duże wybory wpływają na to, że nasz dom stał się ogromnym, toksycznym wysypiskiem.

A tu miła niespodzianka! Dostałam nieofoliowany kartonik zaklejony papierową taśmą, a w nim… tylko szelki. Bez niby-zabezpieczeń w postaci plastiku. Dog’s Profit, idźcie tą drogą! Jest to pięknie prosty przykład na to, że MOŻNA.

Recepturka na śliskie sprzączki

Poszłyśmy w szelkach pierwszy dzień do pracy. Przed rozpoczęciem zmiany musiałam skoczyć na szybkie zakupy, więc Farsa została pod opieką jednej ze swoich supercioć w Maxi Zoo. Niestety byłyśmy wtedy na etapie, na którym Farsa dramatyzowała, gdy zostawała z kimś innym niż ja. Sprzączki na szelkach poprzesuwały się, gdy pies szarpał się na smyczy i Farsa wydostała się na wolność. Pognała w długo, ale cioci udało się ją szybko złapać. Tak czy siak było to niepokojące. Rozluźnione szelki nie zapewniały bezpieczeństwa mojemu psu, wówczas znacznie bardziej płochliwemu niż teraz. Ale czasami wystarczą proste rozwiązania! Po odpowiednim zmniejszeniu szelek oplotłam sprzączki gumkami recepturkami i problem zniknął.

Szelki guard Dog’s Profit – odczucia na ten moment

Choć moje szczenię chodzi w szelkach codziennie i usiłowało je podgryzać, to nadal jestem bardzo zadowolona. Obtarte step-inami pachwiny nie wyglądają gorzej i przestały się czerwienić, bo po prostu nic ich już nie ściera. Małe łaciate w takich kolorach wygląda zjawiskowo i ciągle ktoś pyta, gdzie ja ją tak ładnie ubrałam. Materiał tylko delikatnie się zmechacił, ale w żadnym miejscu się nie naderwał. Nawet gdy labradorowa przyjaciółka, Sara, wpadła na genialny pomysł, aby podnieść sobie dziecko za szeleczki nad podłogę. Jedyne co, to zawieszka na adresówkę szybko odpadła, ale blaszkę z grawerem można przypiąć po prostu do kółka, do którego przypina się smycz. Najważniejsze jest dla mnie jednak, że Farsie w ogóle to osprzętowanie nie przeszkadza. Szaleje w nim całymi dnami w sklepie lub w schronisku. Znacznie łatwiej mi ją kontrolować, gdy się czegoś na spacerze wystraszy lub czymś się zdenerwuje, niż było to w przypadku obroży. Daję dużą okejkę i za jedyny poważny minus uznaję ślizgające się taśmy, bo kwestia bezpieczeństwa powinna być najważniejsza i miło byłoby, gdyby superwzory takich marek nie wynagradzały zawałów serca, jakie mają opiekunowie, kiedy zwiewa im pies.

Jeśli chcecie pięknie ubrać wasze psie dzieci i wesprzeć działalność jakiejś polskiej, autorskiej pracowni, to śmiało, oddajcie swoje pieniądze Dog’s Profit, bo zdecydowanie zasługują.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *