Lękliwego psa nie wystarczy oswajać z nowymi bodźcami. Potrzebuje on wspierającego przewodnika, który zorganizuje dla niego odpowiednio czas i przestrzeń. Ale właściwie co to oznacza w praktyce? Oto wskazówki, jak pomagać lękliwemu psu w codziennych wyzwaniach.
Nieraz, gdy Farsa się odpalała w miejscu publicznym ze swoim indiańskim okrzykiem (serio, to nie szczek, tylko ciągłe: “łołołoło!”) bądź dawała znać na wszelkie sposoby podbiegaczom, że nie ma ochoty na kontakt, dowiadywałam się od ulicznych behawiorystów, że powinnam ją socjalizować z ludźmi i zwierzętami. Wow, thanks for nothing! Szkopuł w tym, że to tak nie działa, że jak lękliwego psa wrzuci się w świat, to on się “przyzwyczai” i puf, stanie się odważny! Gdyby tak to działało, Farsa byłaby najodważniejszym psem we Wrocławiu. Zna miasto, bary, kawiarnie, centra handlowe, komunikację miejską, masę psów i różnorakie typy ludzi. I co? I nic. Indiański okrzyk oraz próby ewakuacji ze stresującej sytuacji nadal wiodą prym w repertuarze jej strategii. O mitach na temat lękliwych psów napiszę innym razem. Teraz chciałabym w opozycji do opisanego przekonania podpowiedzieć, jak pomagać lękliwemu psu w codziennym przedzieraniu się przez dżunglę bodźców.
Ograniczaj w środowisku psa to, z czym sobie nie radzi
Każdy/a w miarę świadomy psiarz/psiara wie, że psa się nie trzyma w piwnicy ani w ogrodzie przez cały dzień. Jednak odnoszę wrażenie, że wciąż za mało osób zdaje sobie sprawę z tego, co jest na drugim końcu tego kija… Mieszkasz na Legnickiej we Wrocławiu? Wychodzisz ze swoim lękliwym psem trzy razy dziennie codziennie na mały trawnik, na którym tłoczy się mnóstwo obcych sobie psów bez kontroli? Nie oczekuj, że twój pupil będzie panować nad emocjami. Przebodźcowanie to poważny problem – skutecznie upośledza zdolność nauki nowych zachowań przez psa. Lękliwy pies w mieście każdego dnia ściera się z setkami bodźców, które wywołują w jego organizmie napięcie. Z wieloma z nich najzwyczajniej nie jest w stanie sobie poradzić. Organizm zbombardowany hałasem, widokiem nietypowych obiektów (koszów na śmieci, elektrycznych hulajnóg i innych pojazdów) i mnóstwem niechcianych interakcji (np. z podbiegaczami) funkcjonuje w trybie “przetrwaj”, a nie w trybie “ucz się i wzrastaj”. Ten drugi tryb wymaga możliwości wzięcia oddechu i ładowania baterii.

Okej, a co to oznacza w praktyce?
Ano przeorganizowanie swojego życia. Serio, dla Farsy kupiłam samochód (żeby móc ją jak najczęściej zabierać na spacery dekompresyjne i żeby nie musiała prawie codziennie jeździć komunikacją podmiejską w godzinach szczytu). Zmieniłam pracę na taką, dzięki której udaje mi się ją wyprowadzać na spacery w niepopularnych porach (żeby spotykać jak najmniej ludzi i psów) i zapewnić jej względnie stały plan dnia (to zwiększa w lękliwym psie niezmiernie ważne poczucie bezpieczeństwa). Wiem, że boi się ruchliwego skrzyżowania przy ulicy Ślężnej, przez którą muszę przejść, aby dojść do Parku Skowroniego. Nie idę tam więc w godzinach, gdy sznur aut pędzi do lub z korporacyjnych biur. Boi się przechodzenia przez duże przejścia dla pieszych. Zatem zanim zaświeci się zielone światło, nie czekam z nią przy samym krawężniku. Staję trzy metry od niego i oddzielam Farsę od ulicy swoim ciałem. Oczywiście mogę jej w tych wszystkich sytuacjach wydawać komendy i wpychać smaczki w mordkę, ale ona ich nie weźmie i to po prostu nie zadziała. Wyobraź sobie, dajmy na to, że znajdujesz się w sytuacji tak stresującej, że trzęsą ci się ręce i nogi, ledwo widzisz, co się wokół dzieje, a każdy twój mięsień i żołądek zawiązały się w supły. Naprawdę chciał(a)byś, aby ktoś ci wtedy wcisnął w usta kawałek tortu czekoladowego? Ja nie. Twój pies też nie. Oczywiście mówimy o stresie skrajnym, w którym zwierzę nie kontaktuje na tyle, żeby zjeść smaczka. Zdarza się, że niektóre “żarte” psy połkną kąsek bezwiednie, gdy ich głowa i oczy będą nadal na innej planecie i nawet nie będą sobie zdawać za bardzo sprawy z tego, że pobrały przysmak, a już na pewno nie skojarzą go jako umilacz skrajnie stresującej sytuacji. Jest to więc po prostu niekonstruktywne treningowo. Żeby nagradzanie przysmakami działało w stresujących sytuacjach, należy pracować równocześnie nad:
- zaufaniem psa do przewodnika,
- wzajemną komunikacją,
- zwiększaniem motywacji pokarmowej (im ta jest większa, w tym trudniejszych sytuacjach jedzenie zainteresuje psa),
- wyłapywaniem momentów, w których stres jeszcze nie jest aż tak paraliżujący dla psa i pozostawanie w nich, bez czynienia kroku naprzód, którzy przeleje czarę goryczy.
Nie pocieszaj psa, kiedy się boi? No właśnie pocieszaj!
Ale jak to, zapytają niektórzy, czy nie jest tak, że głaskając psa i mówiąc do niego, kiedy się boi, potwierdzę mu, że jest się czego bać? Cóż, często warto ufać swoim instynktom. A te podpowiadają, że jeśli pies jest w jakiejś sytuacji bardzo zestresowany, to jako opiekun/ka powinieneś / powinnaś okazać mu wsparcie. Gdyby zadzwonił do ciebie przyjaciel i powiedział, że jest przerażony, bo idzie ciemną uliczką, a za nim podąża i odgraża się w jego stronę grupa agresywnych, nietrzeźwych mężczyzn, odpowiedział(a)byś mu: “nie mogę ci pomóc, bo wzmocnię twój strach i w przyszłości będziesz się bać każdego, kto będzie za tobą szedł”? To w relacji człowiek-pies tak samo absurdalne, jak byłoby w relacji człowiek-człowiek.

Okazując psu wsparcie, nie wzmocnisz jego lękowych zachowań. Jego mózg ma osobny ośrodek odpowiedzialny za uczenie się i osobny – za emocje!
Ten emocjonalny skupia się na całkowicie zasadnych ewolucyjnie strategiach przetrwania, szczególnie jeśli chodzi o strach. Dlatego pies w wysokich emocjach działa szybko, “zanim pomyśli”. Niewiele więc dociera wtedy do niego z twoich prób nauczenia go, że “nic się nie dzieje”. W głowie lękliwego psa często dzieje się dużo, nawet gdy powiew wiatru delikatnie muśnie foliową reklamówkę na chodniku.
Ale hola!, przerwą w tym miejscu inni niektórzy, przecież gdy pies się boi, na przykład jakiegoś miejsca, to uczy się, że to miejsce jest straszne, bo będzie go w przyszłości unikać lub odczuwać strach, gdy tylko zorientuje się, że się do niego zbliża. Oczywiście, że tak. Ale uczy się poprzez skojarzenie. Nie uczy się przyczyno-skutkowo, tak jak sobie to wyobrażamy, twierdząc, że jak go olejemy, to pokażemy, że nic się nie dzieje.
Więcej na ten temat znajdziecie w bardzo przydatnym artykule na blogu Pamburynek: KLIK.
Jeśli twój pies:
- skacze na ciebie, kiedy czegoś się boi,
- ucieka przed przerażającym go bodźcem na oślep,
- chowa się za ciebie przed zbliżającym się psem,
- w reakcji na coś, czego się boi, kładzie się, siada bądź się zapiera,
a ty mówisz mu “nie bój się” i ignorujesz jego prośby o pomoc, to prędzej czy później prosić cię przestanie i w skrajnie stresującej sytuacji sam zacznie przejmować kontrolę (np. tak jak Farsa – szczekając odstraszająco, uciekając czy jak wiele psów – używając argumentu zębów). Zachowania niepożądane, nad którymi pracujecie, będą się pogłębiać. Wtedy twoje szanse kontrolowania zwierzaka (o pracy nad jego lękami nie mówiąc) są bliskie zeru. Tak jak jego zaufanie do ciebie.
Nie wahaj się do swojego lękliwego psa mówić, głaskać go, a w niektórych sytuacjach nawet brać na ręce. Ważne, żeby to było wyważone, z głową i uwzględnieniem tego, co pomaga konkretnie twojemu psu.
Pokochaj asertywność i broń przestrzeni swojego psa
Gdybym miała pod pręgierzem wymienić moje najcięższe zbrodnie wychowawcze popełnione przeciwko małej Farsie, na liście znalazłby się wysoko brak asertywności.
Weźmy lęk przed dziećmi. Mali ludzie nigdy jej się specjalnie nie podobali i nie miała zaufania do ich hałaśliwości i natrętności. Jednak fobia znikąd się nie wzięła… Łaciata miała wtedy z 4-5 miesięcy. Do sklepu dla zwierząt, w którym wówczas pracowałam i zabierałam tam Farsę w ramach “socjalu”, przyszedł mężczyzna z paruletnią córką. Dziewczynka nie reagowała na moje prośby, aby nie wchodzić mi za kasę i nie pchać z piskiem rąk do Farsy, która niepewnie schowała się za moimi nogami. Pan ojciec był myślami na innej planecie i nie ogarniał swojej latorośli. Biedna Farsa postanowiła wyślizgnąć się spod kasy i oddalić się za alejkę z przysmakami. Wówczas dziewczynka pobiegła za nią i zaczęła ją gonić po całym sklepie. Durna ja, zamiast podejść do tej dziewczynki i się na nią pezpardonowo nadrzeć i zagrodzić jej drogę, prosiłam grzecznie flegmatycznego ojca, żeby zareagował. Oczywiście nie był pomocny. Od tamtej pory miałyśmy do przepracowania nowy lęk. No a potem coś we mnie pękło. Z czasem stałam się wrednym babsztylem, który drze się na bąbelki, dorosłych głaskaczy i opiekunów podbiegaczy, psując wszystkim wokół zabawę kosztem mojego psa. I jedyne czego w związku z tym żałuję, to że ewoluowałam w to stadium tak późno. Wszyscy ci ludzie, dla których Farsa była publiczną maskotką, zdążyli ją przez mój brak reakcji i grzeczność skrzywdzić.

Aby pomagać lękliwemu psu w sposób skuteczny, trzeba pracować nad swoją asertywnością. Jeśli prosisz grzecznie raz, drugi, trzeci i to nie działa, sięgaj po większy kaliber. Doskonale rozumiem przejmowanie się opinią innych i to, jak trudno to przepracować. Zwłaszcza kiedy przez całe życie tłuczono ci do głowy, że masz być dla wszystkich miła. Jednak opieka nad lękliwym psem wymaga, żeby w końcu to w pewnym stopniu zwalczyć, uruchomić w sobie matkę-lwicę, chronić przestrzeni swojego podopiecznego i nieważne, ile osób za to się obrazi. Ani ty, ani twój pies nie chodzicie po ulicy ani nie jeździcie komunikacją publiczną po to, żeby wszystkich sobą uszczęśliwiać.
Pracuj nad własną samokontrolą i naucz się odpuszczać
Nie będę udawać, że jestem oazą spokoju. Wkurwiam się niezwykle łatwo i trudno mi nie uzewnętrzniać bulgoczącego mi pod skórą wrzątku. Prawdziwe próby w pracy z lękliwym psem to były wtedy, jak Farsa swoim histerycznym szczekaniem w aucie sprawiła, że prawie miałyśmy wypadek, bo ryknęła mi prosto do ucha, kiedy się nie spodziewałam. Albo wtedy, jak miałam doła tysiąclecia, a sucz “zapominała”, jak się chodzi na smyczy i darła się przez godzinę na powietrze. Albo jak po miesiącach idealnego sprawowania się w parkach bez smyczy wybuchł jej mózg i niespodziewanie podbiegła do lecącego nieopodal szczeniaka z mordą, bo się go wystraszyła. Mnóstwo takich sytuacji, w których w myślach udusiłam ją w sosie śmietanowym. I to jest okej! Pisałam o tym więcej w tekście o kryzysach szkoleniowych. Ja już nawet te spadki formy lubię. Są cennymi informacjami, co w naszej pracy leży, co można poprawić, gdzie popełniam błędy i w którym momencie zmienić kierunek. Jest tak dlatego, że umiem już sobie z tym radzić i wiem, że to normalne. I właśnie to radzenie sobie jest kluczowe.

Bynajmniej “radzenie sobie” nie oznacza, że musisz zacząć medytować i magicznie się uspokajać, kiedy ogarnia cię rozpacz, że nie wiesz, jak pomagać lękliwemu psu w trudnych momentach. Jak coś czujesz, to czujesz. W stanie skrajnej irytacji nie będziesz dobrym/ą przewodnikiem/czką dla psa, który przemiela i przeżywa każdą twoją emocję dwukrotnie. Możesz wtedy zrobić jedno: jak najszybciej i jak najmniejszym kosztem wyjść z trudnej sytuacji. Twój lękliwy pies danego dnia jest na spacerze najgorszą wersją siebie? Zakończ spacer. W takiej formie nie jest dla żadnego/ej z was przyjemnością. Nie radzicie sobie z mijaniem psów? Spaceruj w miejscach i godzinach, gdzie spotkasz 5, a nie 50 czworonogów. Lękliwy pies chłonie emocje swojego człowieka jak papierowy ręcznik i rzadko da się je tak po prostu ukryć przed pupilem. No więc rada prosta i bardzo trudna zarazem: naucz się odpuszczać. Możesz skutecznie pomagać lękliwemu psu tylko wtedy, gdy sam/a nie jesteś kociołkiem pełnym wrzących emocji.
