Mój pies szczeka na całe osiedle, zżera z blatów, gdy nie widzę, czasem ciągnie na smyczy i skacze na ludzi. Kiedyś kurczyłam się ze wstydu, a dziś wiem, że nie mam się czego ani przed kim wstydzić – choć trochę mi to zajęło i wciąż się uczę nie przejmować.
Wychowałam się na tradycyjnej polskiej wsi, na której “Co Ludzie Powiedzą” – tak jak i wchodzenie z butami w życie innych – jest sportem uwielbianym niemal tak jak piłka nożna. Ani z tym, ani z tym nie było mi po drodze, gdy zyskałam godność dorosłego człowieka i zrozumiałam, że to, że wszyscy tak robimy, nie znaczy, że to jest ok. A jednak do dziś jestem i już zawsze w jakimś stopniu będę uwikłana w te paskudne gierki. Bo też bądźmy szczerzy, to czysta psychologia, że łatwo nam bez pardonu oceniać innych.
Ej, a co to ma do psów?
Kto chciał, jak większość z nas, po prostu “mieć psa”, a dostał od losu reaktywnego, lękliwego czy w jakiś inny sposób wymagającego skurczybyka, ten wie doskonale – to ma do psów wszystko! Jest w tej dziedzinie takie jedno słowo, które istnieje po to, abyśmy mogli bez konsekwencji robić z psa to, czym chcemy, żeby był, a jest to słowo:
grzeczny.
Usystematyzujmy zatem! Grzeczny pies:
- chodzi na luźnej smyczy
- lubi wszystkie psy i ze wszystkimi chce się integrować lub je bez wysiłku ignoruje
- lubi wszystkich ludzi i każdemu daje się z zadowoleniem głaskać
- nie gryzie
- nie warczy
- nie szczeka
- nie piszczy
- nie niszczy – doskonale wie, co służy do zabawy, a co jest dla nas cenne
- zawsze przychodzi na nasze zawołanie
- nie zawraca nam głowy, gdy jesteśmy zajęci
- nie skacze na ludzi
- nie kradnie jedzenia
- zawsze słucha i rozumie każde nasze słowo
- nie ucieka
- nie kopie dziur w ogrodzie
itepe, itede.
Jaki pies posiada te wszystkie cechy? Robot. Pluszak. Pies, którego widzimy przez parę sekund na ulicy i wydaje nam się, że kiedy spełnia choć jeden z tych punktów, to na pewno spełnia wszystkie. Mówiąc krótko, pies taki nie istnieje.
Bo psy mają emocje.
I niby wszyscy to wiemy, ale kiedy przychodzi co do czego, pies, który te emocje pokazuje, jest “niegrzeczny” i życzymy sobie, żeby w trybie natychmiastowym został jednak robotem. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że w takim razie nie powinniśmy w ogóle uczyć niczego naszych psów, hulaj dusza, piekła nie ma. Umiejętności takie, jak przywołanie, czystość w mieszkaniu, nierzucanie się na ludzi i psy z zębami, itd. to bardzo często kwestia bezpieczeństwa oraz ogólnego dobrostanu naszych podopiecznych, a te zawsze powinny być priorytetem wychowawczym. Życie jednak lubi płatać figle. Mało kto planuje świadomie wzięcie psa z zaburzeniami behawioralnymi. Nikt też tych zaburzeń nie hoduje u zwierzęcia z premedytacją i nikt nie popełnia błędów wychowawczych dla utrudniania sobie życia. I tak generalnie istnieje miliard potencjalnych powodów, dla których możemy mieć “niegrzecznego” psa.

Lękliwy pies a ostracyzm
Ja teoretycznie wiedziałam, że biorę na siebie psa, który na 100% będzie zmagać się z zaburzeniami. Znam Farsę od pierwszego dnia jej życia. Wiedziałam, że nie miała matki i straciła rodzeństwo zanim otworzyła oczy. Zdawałam sobie sprawę, że taki start gwarantował u niej lękliwość. Mimo to zaskoczyło mnie… wszystko. Skala i liczba wyzwań, jakie przyniosło wychowanie łaciatego pieska. Byłam jednak swego czasu pewna, że jak wychowałam dobrze jednego psa (zrównoważonego i pewnego siebie “z natury”), to umiem to zajebiście i z drugim też sobie fantastycznie poradzę.
A potem przykleiło się do mnie uczucie ogromnego wstydu. Wstydziłam się wyjść z Farsą do parku, bo szczekała na psy, ludzi i śmietniki. Wstydziłam się wyjść z nią na siku przed blok, bo darła pysk na miłego sąsiada, który chciał ją pogłaskać. Wstydziłam się umawiać na spacery równoległe, bo Farsa ciągnęła na smyczy. Wstydziłam się w jednej i drugiej pracy, gdy skakała na ludzi. Wstydziłam się, że ma lęk separacyjny, że sikała w domu dłużej niż znajome szczeniaczki, że nie chciała się bawić zabawkami i że mnie “nie słuchała”. Wstydu nie zmniejszał fakt, że od dawna deklaruję wszem i wobec, że chcę zostać zawodową trenerką psów. A przecież psy trenerów i trenerek chodzą jak w zegarku, są w swoich ludzie wpatrzone jak w obrazek i doskonale panują nad emocjami!
Strach przed ostracyzmem bardzo sabotował moją pracę z Farsą, bo… w natłoku tych emocji trudno mi było lubić własnego psa. Nie rozumiałam jej, nie potrafiłam z nią rozmawiać, nie umiałam jej czytać i jeszcze czułam, że ją zawiodłam, bo nie umiałam sprawić, żeby stała się “spokojnym” i “szczęśliwym” psem. To wszystko było bardzo demotywujące.
Posłuchałam paru mądrzejszych od siebie ludzi – przyjaciół, behawiorystów, innych opiekunów schizopiesków – przeczytałam trochę wartościowych tekstów, dużo się uczyłam i… chyba się po prostu zmęczyłam tym poczuciem, że cały świat ocenia mnie i mojego psa. Elementem autoterapeutycznym był tutaj też niniejszy blog i social media. Postanowiłam być w nich na tyle sobą, na ile to możliwe w internecie. Pisać o wszystkich naszych problemach bez lukrowania, ale też chwalić się każdym małym krokiem naprzód – tak małym, że niby niewiele znaczącym, a wartym więcej niż wszystko. Szybko się okazało, że potrzebowałam tego ja i że skorzystało na tym trochę czytających nas osób, które zmagały/ją się z podobnymi uczuciami.

Akapit, w którym napiszę gadkę motywacyjną
Chrzań opinię babki z przystanku, która chciała pogłaskać twojego psa, a on na nią naszczekał. I chrzań domorosłych behawiorystów w parku, którzy nie potrafią odwołać swojego psa-podbiegacza, a próbują cię pouczać, że to ty źle “socjalizujesz” swojego, skoro nie życzy sobie kontaktu z ich podopiecznym. Chrzań to, że ktoś ma lepiej wychowanego psa niż twój.
Nikt poza tobą nie wie, jaki był twój pies kiedyś i ile z nim przepracowałeś/aś. Uczę swojego psa luźnej smyczy dopiero teraz, bo wcześniej byłam zbyt zajęta przekonywaniem go, że gdy wyjdzie na dwór, nic go nie zabije. Może Farsa wciąż nie czuje się pewnie na dużych ulicach, ale nie dostaje już w ich pobliżu ataków paniki, bo od wielu miesięcy ją na to odwrażliwiałam.
Ktoś, kto widzi twojego psa, widzi go tylko przez chwilę, a nie 24 na dobę. Może akurat ktoś jest świadkiem, jak twój pies zjada kupę innego, ale nie widzi, że zrobiłeś/aś mu świetne przywołanie i naukę odpoczywania w domu. Może też ocenia twoje “socjalizowanie” psa z innymi, a przecież nie wie, że przedwczoraj twojego pogryzł podbiegacz i zafundował mu traumę.
Ty masz swoje problemy – inni mają swoje. Nie ma idealnych psów. Nawet te z najlepszymi genami, najlepszym “socjalem” i wychowaniem mają swoje problemy. Znam psy, które znają mnóstwo imponujących sztuczek i osiągają dobre wyniki na zawodach psich sportów, a na co dzień zmagają się z problemami podobnymi do naszych.
Nie tylko ty masz wpływ na to, że twój pies jest “grzeczny”. Mają go też: geny, okres prenatalny, doświadczenia psa, zanim trafił do ciebie, przypadkowo nabyte traumy, samopoczucie psa w danym dniu, jego stan zdrowia.
Nie porównuj się do innych – porównuj się do siebie z przeszłości. Bo to jedyny miarodajny punkt odniesienia. Porzuć fantazje o idealnym psie. Weź swojego pupila takiego, jakim jest, bo szczerze mówiąc, nie masz innych wyjść, jeśli chcesz się nim opiekować do końca jego życia. I zajmij się rzeźbieniem w tym, co jest, zamiast zaklinać rzeczywistość i udowadniać coś przypadkowym lub nieprzypadkowym, lecz niewspierającym cię ludziom. To wszystko naprawdę nie jest warte psucia sobie relacji z psem.
Autorką pięknych, leśnych fotografii jest Anna Nowosielska.
